Menedżer też człowiek, ale czy wypada mu przeklinać?

„Przyjdą te oszołomy k... i zrobią tu, k..., kocioł taki”, „Nie przestanę kląć do momentu, aż k... nie weźmiecie odpowiedzialności za to, co robicie" – takie słowa również padają z ust menedżerów. Czy po godzinach szefowie mogą sobie na nie pozwalać?
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Menedżer też człowiek, ale czy wypada mu przeklinać?

PODZIEL SIĘ


Autor: Joanna Oreł

7 lip 2014 6:27


Zdania prezesa Orlenu Jacka Krawca w rozmowie z rzecznikiem rządu Pawłem Grasiem ujawnione w tzw. aferze podsłuchowej oraz te zawarte w mejlu dyrektora poznańskiego Teatru Muzycznego Przemysława Kieliszewskiego do podwładnych kłócą się z teorią o dobrym menedżerze.

Jego wizerunek powinien być spójny zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym, a samodyscyplina i uczciwość to jedne z podstawowych cech skutecznych kierowników. Czy to oznacza, że Krawiec i Kieliszewski są złymi menedżerami?

– Zastanawiałem się nad tym, czy są ludzie, którzy nie używają przekleństw. I powiedzmy sobie szczerze – każdemu się to zdarza. Mnie także – przyznaje Kazimierz Sedlak, prezes firmy Sedlak & Sedlak. – Niemniej menedżerowi nie wypada używać wulgaryzmów, także po godzinach.

Bycie menedżerem to coś więcej niż stanowisko i zakres obowiązków. Samoświadomość i samokontrola powinny podpowiedzieć im, kiedy należy ugryźć się w język, także w sytuacjach prywatnych. Z drugiej jednak strony szef to też człowiek.

– Wiadomo, że bywają sytuacje bardzo stresujące, np. gdy ktoś narusza przepisy drogowe. Wielu kierowców otwiera szyby i nadużywa wulgaryzmów – komentuje Kazimierz Sedlak, choć sam wprost nie przyznaje, że i jemu się to zdarza.

Andrzej Popadiuk z zarządu Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menedżerów uważa z kolei, że szef z ludzką twarzą, który w sytuacjach nieformalnych potrafi „wrzucić na luz", ma poczucie humoru i dystans do siebie, zwykle cieszy się większą akceptacją i życzliwością pracowników.

– Ale jeśli przekracza granicę? – pyta Popadiuk. – Żeby użyć obrazowego porównania, kucharz, który ukradkiem dłubie w uchu nie budzi zaufania obserwujących go gości. Menedżer, który prywatnie krytykuje swoją firmę lub wypowiada się, używając podwórkowego języka, ryzykuje utratę największego kapitału każdego szefa – wiarygodności w oczach swoich ludzi – komentuje.

Ostrym przeciwnikiem wulgaryzmów w ustach menedżerów jest prezes ArcelorMittal Poland. Twierdzi, że przekleństw stara się nie używać ani w języku angielskim, którym posługuje się na co dzień, ani w języku polskim, którego dopiero się uczy.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA