Mariusz Staniszewski: Zarządzający nie są u nas "świętymi krowami"

- Jako prezes muszę wejść w rolę osoby łączącej ze sobą wszystkie elementy układanki, którą jest firma. Czasami muszę więc przyjąć perspektywę „big picture", a czasami odwrotnie - opowiada na łamach "Parkietu" Mariusz Staniszewski, prezes Noble Funds TFI.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Mariusz Staniszewski: Zarządzający nie są u nas "świętymi krowami"

PODZIEL SIĘ


Autor: Przegląd prasy/ Parkiet

4 cze 2013 11:43


Jak wygląda zarządzanie firmą i ludźmi w branży funduszy inwestycyjnych?

- Prowadzimy firmę jakby to był nasz własny biznes. Taki właśnie styl zarządzania przyjęliśmy od samego początku, kiedy jeszcze byliśmy akcjonariuszami TFI - mówi Staniszewski w "Parkiecie".

Noble Funds TFI należy do Grupy Getin Noble Bank S.A. Jak mówi Staniszewski, cała filozofia pracy w grupie Leszka Czarneckiego polega na tym, żeby "dzielić się górką", czyli wypracowanym zyskiem. Filozofia ta obowiązuje na wszystkich szczeblach organizacji - można przeczytać w "Parkiecie".

- Nie mamy problemu, żeby dużo zapłacić pracownikom, jeżeli wypracują zysk dla spółki i dla klientów. Płacimy stałą, raczej przeciętną pensję - reszta wynagrodzenia zależy od wypracowanego zysku. To sprawia, że jeżeli zarządzający myśli długoterminowo, nie pompuje sztucznie stóp zwrotu zarządzanych przez siebie funduszy. Zależy mu na tym, żeby na długo przyciągnąć inwestorów - zysk TFI zależy przecież od wartości aktywów funduszy - mówi Staniszewski.

Prezes Noble Funds TFI chwali w wywiadzie dla "Parkietu" nie tylko stabilny zespół zarządzających funduszami, ale i zespół w operacjach, księgowości i sprzedaży.

- Większość pracowników Noble Funds to ludzie, którzy pracują z nami od początku. Jestem dumny z tego, że nie odchodzą. Czujemy się dobrze razem. Zarządzający nie są u nas „świętymi krowami" - stanowią jeden zespół z ludźmi od sprzedaży i traktują swój fundusz jako część całości procesu funkcjonowania firmy - podkreśla prezes.

Sam Staniszewski ma licencję doradcy inwestycyjnego, dzięki czemu może szybko zrozumieć, co się dzieje w podstawowym wymiarze działalności firmy.

- Żaden pracownik naszego zarządu nie ma się za prezesa zamkniętego w swoim gabinecie, który deleguje obowiązki przez internet. Sam jestem zresztą jednym z niewielu prezesów TFI, którzy osobiście jeżdżą po całej Polsce, żeby spotykać się z dystrybutorami - praktycznie połowę mojego czasu pracy poświęcam na spotkania z klientami. Na szczęście staje się to coraz powszechniejszym zwyczajem, dla dobra branży - tłumaczy.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA