Marek Serafin o brutalnym świecie biznesu i walce o dobre imię menedżera

- Nie oczekuję, że w imię poczucia odpowiedzialności - czy w ramach przyzwoitości - niejako z automatu, skarb państwa zaproponuje mi pracę - mówi w wywiadzie dla wnp.pl Marek Serafin, były członek zarządu PKN Orlen.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Marek Serafin o brutalnym świecie biznesu i walce o dobre imię menedżera

PODZIEL SIĘ


Autor: wnp.pl (Piotr Apanowicz)

wnp.pl

18 lis 2014 14:40


Marek Serafin, wiceprezes PKN Orlen został zatrzymany w grudniu 2011 r. Prokuratura zarzuciła mu, że przyjął od zaprzyjaźnionego przedsiębiorcy Pawła M. ciągnik ogrodowy o wartości ponad 100 tys. zł - w zamian za "ustawienie" zwycięstwa w przetargu na prowadzenie magazynu części zamiennych dla Orlenu.

Menedżer spędził 40 dni w areszcie - aż sąd uznał, że dowody zebrane przez ABW i prokuraturę "nie dają podstaw do stwierdzenia o dużym prawdopodobieństwie popełnienia przez podejrzanego zarzucanego mu czynu" i ostatecznie śledztwo prawomocnie umorzono.

Jak zaczęła się pańska "przygoda" z prokuraturą?

- Początek był dość dramatyczny, bo wszystko zaczęło się prawie trzy lata temu od spektakularnego zatrzymania oraz - w konsekwencji - mojego aresztowania. Cała sprawa zakończyła się dopiero kilka tygodni temu, prawomocną decyzją Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie o umorzeniu postępowania.

Ile czasu spędził pan w areszcie?

- Prawie 40 dni. Tylko tyle, bo uwolnił mnie sąd okręgowy, który - rozpatrując sprawę w trzyosobowym składzie - nie dopatrzył się przestępstwa w moim postępowaniu oraz stwierdził, że zgromadzone materiały ABW nie świadczą przeciwko mnie. Z powrotem byłem wolnym człowiekiem, bez żadnych ograniczeń i jakichkolwiek środków dozoru. Tylko co z tego, skoro było już "pozamiatane" - zostałem odsunięty od pracy w PKN Orlen. Ktoś osiągnął swój cel.

Czytaj też: Maciej Grelowski: Los zakpił z rady nadzorczej Orlenu

Mam poczucie, że gdyby ktoś ze mną chciał najpierw porozmawiać, zamiast zamykać mnie na 40 dni do aresztu i pozbawiać dostępu do akt, to zapewne wiele wątpliwości dałoby się wyjaśnić o wiele łatwiej, bez konieczności angażowania służb, prokuratora i może nie trwałoby to prawie trzy lata Tylko kto w takiej sytuacji przyzna się natychmiast do błędu, gdy najpierw odtrąbiło się sukces, wsadzono mnie do aresztu i wymuszono roszady personalne w Orlenie?

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA