Leszek Balcerowicz i Zbigniew Religa: Profesorskie wzory na dobrego szefa

Choć jednego z nich nie ma już wśród nas, obaj są wciąż znani i lubiani. Leszek Balcerowicz i Zbigniew Religa – dwaj profesorzy, którzy dla mnie, jako szefa kilku zespołów, są wzorem do naśladowania.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Leszek Balcerowicz i Zbigniew Religa: Profesorskie wzory na dobrego szefa

PODZIEL SIĘ


Autor: Patryk Góralowski

4 sie 2015 4:01


Pierwszy z nich – profesor Leszek Balcerowicz w swojej ostatniej książce „Trzeba się bić” pisze: „dobry zespół to rzecz bezcenna” i ma na myśli ważny dla tego zespołu moment, kiedy przygotowywali najważniejsze reformy dla Polski.

W działaniu pod presją czasu i opinii, tak w polityce, jak i w biznesie, liczy się po prostu grupa ludzi, którzy dzięki współpracy realizują to, co czasami wydaje się nie do zrealizowania.

Z postępowania szefa – profesora numer 1 – można nauczyć się wielu ważnych i pożytecznych rzeczy. Po pierwsze tego, że liczy się umiejętność delegowania zadań dużych i małych – bez tej umiejętności każdy z szefów szybko ugrzęźnie.

Po drugie tego, jak ważna jest dyscyplina i dotrzymywanie wcześniej ustalonych i zaakceptowanych przez wszystkich zasad. Bez nich zespół nie jest zdolny do ogromnego wysiłku i wytrwałości.

A po trzecie, że do sukcesu potrzeba koncentracji na każdym nawet najmniejszym zadaniu. Delegowanie, dyscyplinowanie, przestrzeganie zasad i koncentracja to profesorska recepta na dobrego szefa numer 1.

Szef wie, kiedy ze sceny zejść

Receptę numer 2 stworzył drugi z profesorów – Zbigniew Religa. Zaczynał jako lekarz kardiochirurg – od niczego. Tam, gdzie pojechał, czyli do Zabrza na Śląsk, nie było dosłownie niczego. Jednak już wtedy przyjechali za nim najlepsi. Też tak jak on wierzyli, że można zrealizować to, co z logicznego punktu widzenia jest nie do zrealizowania.

Jako zespół zaczęli od przygotowywania własnych miejsc pracy, zrobił to również sam profesor Religa. Wierzyli i zrealizowali swój pomysł, chociaż świat wokół mówił nie.

Po latach, w dniu 60. urodzin, 16 grudnia 1998 roku, szef najlepszego zespołu lekarzy kardiochirurgów w Zabrzu do swojego zespołu mówi: „Wracam do Warszawy (…) Kiedyś w klinice byłem potrzebny, ale ten czas minął. Z mojego zespołu wywodzą się fantastyczni profesorowie, docenci, doktorzy. Nie jestem Wam już potrzebny – to też jest moim wielkim osiągnięciem (…).

I wznosi toast „Za Was”! Ale nie „za Was” – teraz, tylko „za Was” – jak będziecie mieli 60 lat”. Tak zachował się szef wychowawca, który uczył swoich współpracowników nie tylko profesji, ale też życia.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA