Jan Mikołuszko, Unibep o zarządzaniu: Nie toleruję fałszu i lizusostwa

– Wszystkie osoby w Unibepie są zatrudnione na umowę o pracę – nie ma ani jednej umowy śmieciowej i nigdy nie było. I powiem więcej – Unibep nie stał się przez to nigdy mniej konkurencyjny – mówi Jan Mikołuszko, przewodniczący rady nadzorczej Unibepu.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Jan Mikołuszko, Unibep o zarządzaniu: Nie toleruję fałszu i lizusostwa

PODZIEL SIĘ


Autor: Jolanta Miśków

25 paź 2016 6:33


Przez lata stał pan na czele kupionej przez pana w 2003 r. spółki Unibep, która jest obecnie jedną z największych spółek budowlanych w kraju oraz największym eksporterem usług budowlanych. Czym kierował się pan prowadząc firmę? Zarządzając ludźmi?

Jan Mikołuszko, przewodniczący rady nadzorczej Unibep: – Zawsze dążyłem do tego, aby ludzie chcieli za nami podążać. A aby tak było – potrzebny jest rozwój. Dlatego powtarzam swoim następcom – „chłopaki, jesteście skazani na rozwój”. Jak firma rośnie, to daje nowe możliwości. Jednak, aby móc się rozwijać – właściciele, zarząd, pracownicy – powinni mieć pozytywny stosunek do zmian. Powinni zrozumieć, że zmiana nie jest czymś, czemu należy stawiać opór, tylko jest oczywistością, główną stałą. Jeśli będzie się miało takie założenie i będzie się je konsekwentnie stosowało, to jest szansa na rozwój. Eksport jest czymś, co zmusza nas do nieustannego rozwoju, ze względu na to, że kadra musi być zupełnie inaczej przygotowana językowo, kulturowo. I to jest wyzwanie.

Czy to są osoby, które państwo sami „wychowują”, czy Unibep sięga raczej po ekspertów z zewnątrz?

– Zdecydowanie, gigantycznie lepiej sprawdza się wychowywanie własne, ale nie zawsze jest to możliwe i czasem trzeba się rozejrzeć za specjalistami na rynku. Z drugiej strony, aby móc sięgać po dobrych ekspertów zewnętrznych, trzeba mieć taką pozycję na rynku, aby oni sami chcieli do nas przyjść, i to nie dlatego, że akurat nie mają lepszej oferty. Kiedyś próbowaliśmy ocenić co lepiej się sprawdza – awans wewnętrzny czy werbunek z zewnątrz. Okazało się, że awans wewnętrzny sprawdza się w 90 proc., a zatrudnienie kogoś z zewnątrz w 50 proc. A więc ryzyko opierania firmy na ludziach z zewnątrz jest o wiele większe. Nie zmienia to jednak faktu, że „świeża” krew również jest potrzebna. Eksperci, którzy przychodzą do nas z rynku, często są zupełnie inaczej przygotowani, mają inne umiejętności, specjalizacje, co często również stymuluje nasz rozwój, o którym już wcześniej wspominałem.

Jednak nie każdy awans wewnętrzny musi być udany.

– Zgadza się, ale u nas wolno się pomylić. W Unibepie jest tak, że jak człowiek zostanie awansowany i nie poradzi sobie, to robi krok do tyłu, ale nie ma w tym nic złego, ponieważ w tym czasie pracujemy wspólnie nad jego rozwojem, aby po jakimś czasie znów mógł podjąć wyzwanie i przyjąć dane stanowisko. Mamy wielu pracowników, którzy nie zdali w pierwszym momencie egzaminu, ale teraz rewelacyjnie pracują, ponieważ pozwoliliśmy im spróbować jeszcze raz. Myślę, iż to jest zewnętrzny wyznacznik naszej kultury organizacyjnej, że u nas wolno się pomylić, że może nam się coś nie udać, a szefostwo się pochyli nad tym i da kolejną szansę. Oczywiście, jeśli pracownik także sam sobie da szansę.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

2 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

Ktos 2016-10-28 10:30:54

Znam tego pana i jego przeszlosc w prlu. To taki kolejny kulczyk. Szkoda gadac......

Pracuś 2016-10-25 15:06:42

Fajny artykuł dla wszystkich inicjatorów wyścigu szczurów z działów HR, mesjaszy reorganizacji i temu podobnych miłośników "zasobów ludzkich". Dla jednych "zasób" dla innych - człowiek.