Gronkiewicz-Waltz: Wszędzie na świecie kobietom jest trudno w finansach o awans

- W bankowości jest wciąż szklany sufit, mało kobiet osiąga zawodowy sukces, szefuje lub wchodzi do zarządu instytucji finansowej - ocenia prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, b. prezes NBP.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Gronkiewicz-Waltz: Wszędzie na świecie kobietom jest trudno w finansach o awans

PODZIEL SIĘ


Autor: PAP

3 cze 2014 10:51


PAP: Młoda prawniczka z doktoratem z prawa zostaje w 1992 r., tuż po rozpoczęciu transformacji, prezesem banku centralnego, musiało być pani trudno.

Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy: - Na szczęście ekipa w banku była bardzo dobra, ludzie szybko przestawili się na wolnorynkowe myślenie. Bez nich byłoby z pewnością trudniej. Rzeczywiście, miałam doktorat, ale także już wtedy gotową, napisaną habilitację o banku centralnym. Pamiętam, że jeszcze na "szczotkach" pokazywałam ją ówczesnemu premierowi Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu. Dzięki mojemu prawniczemu wykształceniu, to ja w NBP byłam motorem nowelizacji prawa bankowego. Ludzie się dziwili, jak np. powiedziałam, że minimum kapitału dla banków to ma być 5 mln ecu (jednostka przeliczeniowa, euro jeszcze nie istniało). Prawdą jest, że nie przeszłam ścieżki od pracownika do szefa w banku centralnym, byłam tam osobą z zewnątrz.

Jak dotąd żaden prezes nie był ze środka NBP.

- Tak, z tym że prof. Marek Belka zasiadał w mojej radzie naukowej. Później głównie go znałam jako ministra finansów, czyli z drugiej strony ulicy Świętokrzyskiej. Współpraca z nim układała się wzorcowo, z innymi bywało różnie.

Fundamentalne zmiany w gospodarce zachodziły wtedy błyskawicznie, czy był taki moment, że się pani bała?

- Wiedziałam, że ważny jest cel inflacyjny, czyli stabilizacja cen, mówimy o latach 90. szalejącej inflacji. Ale nie byłam świadoma - potem się okazało, że także wielu pracowników NBP - w jakim stanie jest nasz sektor bankowy. Wówczas wydawano bardzo dużo licencji bankowych, funkcjonowało około 100 banków komercyjnych i 1600 spółdzielczych, z czego te drugie nie podlegały nadzorowi. Co więcej, wszyscy myśleli, że BGŻ je nadzoruje. Jesienią 1992 roku okazało się, że wiele banków spółdzielczych jest zagrożonych upadłością, w sumie około 500 z nich nie spełniało w zasadzie żadnych kryteriów wypłacalności. I zaczęło się: upadłości, restrukturyzacja, likwidacja, przejmowanie. My to robiliśmy absolutnie nie mając podstaw w prawie bankowym.

Dziś wielu ekonomistów mówi, że to był najtrudniejszy moment polskiej transformacji.

- Tak, to był wyjątkowy czas. Bardzo nerwowy. Na sanację banków wydaliśmy 4 proc. PKB, robiliśmy to możliwie najmniejszym kosztem. Najważniejsze, że w 1994 r. wprowadziliśmy ubezpieczenie depozytów. Byliśmy drugim państwem, po Węgrzech, ze starego bloku, które to zrobiło. Wprowadziliśmy taki system , który do dziś na wypadek kryzysu dobrze mieć, chodzi mi o fundusz pomocowy.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA