Freelancerzy na żądanie wyprą z rynku pracy pracowników etatowych?

Uber pozwala być taksówkarzem, Airbnb hotelarzem, a Handy sprzątaczką, choć tak naprawdę użytkownicy wspomnianych serwisów nie wykonują tych zawodów w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Usługi w ramach tzw. ekonomii na żądanie bezpośrednio oddziałują na współczesne firmy i zmieniają strukturę dotychczasowo rozumianych karier.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Freelancerzy na żądanie wyprą z rynku pracy pracowników etatowych?

PODZIEL SIĘ


Autor: jk/mat. pras.

28 wrz 2015 20:54


Pojęcie ekonomii na żądanie (on-demand economy) staje się coraz bardziej popularne w zagranicznych mediach. Na czym właściwie ona polega? Definiuje się ją jako aktywność gospodarczą firm działających w internecie, które dostarczają produkty lub usługi w samym momencie zgłoszenia przez klienta zapotrzebowania na nie.

Na takiej zasadzie działa Uber, czyli twórca aplikacji mobilnej, która służy do zamawiania usług transportowych poprzez kojarzenie pasażerów korzystających z aplikacji z kierowcami współpracującymi z serwisem. Inna firma, Airbnb, stanowi platformę na której osoby prywatne wynajmują turystom swoje mieszkania (np. podczas nieobecności właścicieli), choć tak naprawdę nie prowadzą hotelu.

Działające głównie w Stanach Zjednoczonych Handy, oferuje zaś usługi samozatrudnionych sprzątaczek, które są dostępne w momencie, gdy tylko klient wyrazi taką potrzebę. Wszystkie te, jak i wiele innych usług dostępnych w ramach ekonomii na żądanie już teraz bezpośrednio oddziałuje na rynek pracy. "The New York Times" pisze nawet o „uberyzacji zatrudnienia”. Na czym ona miałaby polegać?

Ekonomia na żądanie zmienia cały rynek

Jeszcze jakiś czas temu, dobra praca oznaczała pracę stabilną, nierzadko wykonywaną w jednym przedsiębiorstwie przez całe życie. Na Zachodzie rewolucja przemysłowa niewątpliwie wzmocniła pozycję pracowników, co przejawiało się m.in. w prawie do zrzeszania się w związki zawodowe czy w licznych przywilejach socjalnych, z ubezpieczeniem zdrowotnym i składkami emerytalnymi na czele.

Jednak wraz z nadejściem ery komunikacji i informacji, wielkie, hierarchicznie zbudowane organizacje nie były już w stanie szybko reagować na zmiany rynkowe, więc musiały przedefiniować zasady swojego funkcjonowania. Również dla jednostek, bycie lojalnym pracownikiem przestało oznaczać gwarancję stabilnej pracy z dobrymi benefitami.

Począwszy od lat 70. XX wieku praca w przemyśle została zautomatyzowana lub była outsourcowana za granicę, a wielkie firmy zerwały z ideą jednej pracy na całe życie. Na popularności zaczęły zyskiwać nowe formy zatrudnienia – praca tymczasowa, na niepełny etat czy wykonywana zdalnie.

Dlatego też to, co "The Economist" nazywa ekonomią na żądanie, musiało się w szybki sposób upowszechnić. Firmy działające na jej zasadach, za pomocą serwisów internetowych i aplikacji mobilnych, łączą potrzeby klientów oraz dostawców dóbr i usług w jak najbardziej efektywny sposób.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA