Ciemna strona zarządzania... kiedy pracownika trzeba postawić do pionu

Wszyscy mówią o prawach pracownika i zarządzaniu z ludzką twarzą, ale nie okłamujmy się: podwładnego trzeba niekiedy postawić do pionu. Jak to robić z klasą?
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Ciemna strona zarządzania... kiedy pracownika trzeba postawić do pionu

PODZIEL SIĘ


Autor: wnp.pl (Mirosław Piątkowski)

6 cze 2015 13:08


Gdzie w niektórych ludziach rozsądek, przezorność i wyobraźnia? Gdzie odpowiedzialność za własną karierę? Gdzie instynkt samozachowawczy?

Trudno nie zadawać takich pytań, słuchając, jak Michał Gembal, szef marketingu w technologicznej spółce Arcus, opowiada o przeprawach z pewnym specjalistą w jednej z poprzednich firm, w której był zatrudniony sporo lat temu. Menedżer nadal nie jest w stanie pojąć, jak można marnować kolejne szanse dawane przez przełożonych... I w rezultacie: zasłużyć na wypowiedzenie.

Czytaj też: Andrzej Blikle: Nawet pączek wymaga właściwego traktowania

- Notorycznie spóźniał się do pracy, a zadania kończył zawsze po czasie. Na domiar złego: skarżyli się na niego klienci i koledzy z biura. Trzeba było nieszczęśnika przywołać do porządku... - wspomina dyrektor Gembal.

Wszystkie ostatnie szanse

Inni mówią o strzałach ostrzegawczych, ale przedstawiciel Arcusa nie lubi tego określenia. Za bardzo kojarzy mu się z walką, konfrontacją, demonstrowaniem przewagi. A on nawet najtrudniejszą relację zwierzchnik - podwładny widzi zupełnie inaczej: nie chodzi o to, że ktoś kogoś pokona, spacyfikuje, lecz żeby mieć do siebie szacunek.

Czytaj też: Pracownik klnie i obraża szefa. Zwolnić go, czy wysłuchać?

- Co kierownictwo sądzi o naszej efektywności, zaangażowaniu, umiejętności gry w zespole; takie komunikaty pracownikowi się zwyczajnie należą. Przekazywanie czy to pochwał, czy nagan jest kwestią wzajemnego szacunku - uważa Gembal. I dodaje z mocą: - Nie wystarczy roczna ocena zatrudnionych. Ani taka, którą robimy zawsze, gdy następuje eskalacja niewłaściwych zachowań. Podległe nam osoby powinny być na bieżąco informowane, czy posuwają się naprzód, czy stoją w miejscu, czy też, nie daj Boże, zeszły na manowce.

Jak taki feedback wyglądał w przypadku zwolnionego marketingowca? Zanim firma mu podziękowała, podejmowała wiele prób przekonania go do zmiany złych nawyków. Zaczęło się od delikatnych sugestii (półżartem, przy automacie do kawy).

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.