Cele zawodowe i prywatne. Bieguny dwa?

Ile wspólnego z zarządzaniem ma wyprawa na biegun? Więcej, niż mogłoby się wydawać.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Cele zawodowe i prywatne. Bieguny dwa?

PODZIEL SIĘ


Autor: Jolanta Miśków

6 maj 2013 6:39


Najlepiej wie o tym Rafał Szczepanik, pierwszy Polak, który zdobył oba ziemskie bieguny i himalajski ośmiotysięcznik.

Wyprawy są jego prywatnym hobby, ale mają wiele punktów wspólnych z wykonywaną przez niego pracą trenera biznesu.

- Kiedy wróciłem z biegunów, okazało się, że bardzo wiele osób chce słuchać opowieści o moich wyprawach. Postanowiłem to wykorzystać w swoich szkoleniach dla menedżerów - mówi Szczepanik. - Jakby się nad tym dobrze zastanowić, to wyprawa jest projektem: trzeba zaplanować budżet, zorganizować sprzęt, zebrać ludzi, przygotować się. Te same reguły obowiązują w realizacji projektów biznesowych. Efekt jest taki, że opowiadam o swoich wyprawach, a tak naprawdę o zarządzaniu - tłumaczy.

Północ, południe

Biegun północny zdobył w kwietniu 2008 r., na południowy wybrał się w styczniu 2009 r. Start projektu zaczyna się jednak kilka miesięcy wcześniej.

Oprócz dogrania spraw organizacyjno-logistycznych (przeloty, ubezpieczenie, znalezienie agencji, która wynajmie sanie itd.) trzeba też przygotować się fizycznie, aby organizm przetrwał w trudnych warunkach (temperatura odczuwalna może wynosić nawet -80 stopni Celsjusza, a ciągnięty na saniach ekwipunek waży nawet 60 kg). Bez spełnienia tych warunków szanse powodzenia projektu są marne, ale jest jeszcze trzeci aspekt, o którym niewiele osób myśli: zespół.

- Zdarza się, że wyprawa rozpada się, bo ekipa nie jest zgrana. Prawie każdy ze wspinaczy czy polarników to twardy, nieraz wręcz bezkompromisowy charakter, a kiedy warunki stają się naprawdę trudne - o spięcia bardzo łatwo, a o kompromisach nie ma mowy - opowiada Szczepanik. - Dlatego tak ważne jest wcześniejsze poznanie się, zgranie. Każdy musi znać swoje miejsce i rolę w zespole - wyjaśnia.

Wyprawa po lodowej pustyni może trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy, a więc zgranie grupy podczas wędrówki to podstawa, tym bardziej że zajmuje ona większą część dnia.

- Prawie przez cały czas idziemy na nartach, do których doklejone są foki. Zdejmujemy je tylko w bardzo nierównym terenie, gdzie wygodniej chodzi się tradycyjnym sposobem - w butach - opowiada Szczepanik. - Ponieważ śnieg jest kopny i grząski, najtrudniej ma pierwsza osoba. Ona zapada się najgłębiej, ale też swoim ciężarem ubija śnieg, czyli toruje drogę pozostałym. Dzięki temu następni mają nieco lżej - idą po twardszej nawierzchni - relacjonuje Rafał Szczepanik.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.