140 znaków wystarczy, by zostać zwolnionym. Uważaj. Oni stracili pracę przez Twittera

140 znaków – tyle miejsca mamy na jeden wpis na Twitterze. Niby mało, ale okazuje się, że w ten sposób można wiele powiedzieć, a przynajmniej wystarczająco, żeby zostać zwolnionym z pracy.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

140 znaków wystarczy, by zostać zwolnionym. Uważaj. Oni stracili pracę przez Twittera

PODZIEL SIĘ


Autor: Jolanta Miśków

15 maj 2015 6:02


Żeby stracić pracę przez wpis na Twitterze, naprawdę nie trzeba wiele. Dla niektórych utrata pracy przez aktywność w social media wynikała z głupiego błędu, dla innych – z ujawniania swoich opinii, które okazywały się niezgodne z polityką firmy.

W wypadku jeszcze innych wpis na Twitterze był kompletną głupotą i bezmyślnością, która musiała się skończyć zwolnieniem. Poznajcie historie ośmiu osób, które trafiły na bruk przez Twittera.

Poczucie humoru ma swoje granice

Firma ubezpieczeniowa Aflac, która 75 proc. swojej działalności prowadzi w Japonii, rozwiązała intratny kontrakt z amerykańskim komikiem Gilbertem Gottfriedem po tym, jak w swoich wpisach na Twitterze nie szczędził sobie żartów z tsunami, które nawiedziło ten kraj w 2011 r.

Jak wyglądały jego żarty? „Japonia to bardzo zaawansowany kraj. Jego mieszkańcy nie chodzą na plażę, to plaża przychodzi do nich” czy też „Co ma wspólnego Japonia z Howardem Sternem (amerykański satyrykiem, przyp. red.)? Oboje są radioaktywni”.

Ciekawe, czy po zerwaniu kontraktu komikowi wciąż było do śmiechu...

Czytaj też: Prezes Royal Bank of Scotland stracił pracę przez zdjęcia, które wysyłał córce?

Jeszcze nie zaczęła pracy, a już musiała się z nią żegnać

Gdyby nie wpis na Twitterze, Connor Ripley dziś prawdopodobnie pracowałaby w firmie Cisco, od której dostała ofertę pracy. Stało się jednak inaczej. Przez jeden komentarz: „Cisco właśnie zaproponowało mi pracę! Teraz muszę rozważyć, czy warto dla tłustej płacy dojeżdżać codziennie do pracy do San Jose i wykonywać pracę, której nienawidzę”.

Rozterki za Connor Ripley rozwiała sama firma IT.

Zdarzały się też niefortunne wypadki

Przypadek Scotta Bartosiewicza jest dość ironiczny. Oto pracownik odpowiedzialny za obsługę social media w firmie Chrysler traci pracę za wpis na Twitterze, który omyłkowo zamiast na swoim prywatnym koncie, opublikował na koncie firmowym. Co napisał? „Uważam, że to ironiczne, że Detroit jest znane jako centrum motoryzacji, a jednak nikt tu nie wie, jak (ku..*a) jeździć”.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.