Jeremi Mordasewicz: Mamy duże zasoby pracy, których nie wykorzystujemy

- Za 20 lat na rynek pracy będzie wchodziło rocznie o 300 tysięcy mniej młodych ludzi niż obecnie. Pracodawcy będą konkurować o pracowników, będą musieli oferować wyższe wynagrodzenia i lepsze warunki pracy - mówi Jeremi Mordasewicz, przedsiębiorca, doradca Konfederacji Lewiatan, członek rady nadzorczej ZUS.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Jeremi Mordasewicz: Mamy duże zasoby pracy, których nie wykorzystujemy

PODZIEL SIĘ


Autor: Konstrukcje Stalowe/Andrzej Uznański

26 lis 2014 14:13


Pracodawcy twierdzą, iż kraj jest nadal na dorobku, winniśmy zaciskać pasa, miast zwiększać wynagrodzenia, należy przeznaczać te pieniądze na inwestycje, bo one tworzą nowe miejsca pracy, redukują skalę bezrobocia, zwiększają popyt i wpływy do Skarbu Państwa. I oni to, jak twierdzą, czynią. Ale to nieprawda. Czy nie uważa Pan, że opisana powyżej sytuacja szkodzi gospodarce, nie mówiąc już, iż jest niemoralna?

- Nie ma niczego złego we wzroście wynagrodzeń, jeśli nie wyprzedza on wzrostu produktywności. Gdy wchodziliśmy w okres transformacji w 1990 r. jej poziom był dramatycznie niski. Posłużę się przykładem roku 1960: Polska i Hiszpania miały porównywalną produktywność na poziomie 25 proc. występującej w Stanach Zjednoczonych (ona stanowi punkt odniesienia wobec innych państw). W 1990 r. Hiszpanie osiągnęli 75 proc. produktywności USA, a my mieliśmy nadal 25 proc. To pokazuje, że lata gospodarki centralnie sterowanej były zupełnie stracone.

Czytaj też: W Polsce są złe warunki pracy, ale czas na ich poprawę nie jest sprzyjający

Hiszpania w latach 60. nie była krajem w pełni demokratycznym, niemniej z gospodarką rynkową - rządził dyktator gen. Francisco Franco, a w Polsce ustrojem był tzw. realny socjalizm.

- Tak, były to skrajnie odmienne gospodarki. Widać gołym okiem, jak bardzo w realiach gospodarki centralnie sterowanej występuje brak bodźców, motywacji do pracy, dobrego zarządzania, sprawnych instytucji, czyli czynników niezbędnych do szybkiego rozwoju gospodarczego. Od 1990 r. produktywność w Hiszpanii maleje.

Mimo boomu budowlanego, w tym infrastrukturalnego?

- Ta dziedzina gospodarki nie zwiększa produktywności, jest bardzo konserwatywna. Co prawda następuje postęp techniczny, ale w innych sektorach jest dużo szybszy.

Istnieje powszechnie wyrażana opinia, że budownictwo jest kołem zamachowym gospodarki.

- Nie jest poparta żadnym dowodem. Owszem, zwłaszcza w okresach powojennych, kiedy następuje odbudowa, zapotrzebowanie na pracę jest bardzo duże, ale wydajność pracy pozostaje niska. Budownictwo jest pracochłonne. Niemniej, jeśli weźmiemy pod uwagę wpływ tego sektora i innych na wzrost produktywności, to lokuje się on obok górnictwa i rolnictwa na niskim poziomie. Na przeciwległym biegunie znajduje się np. przemysł maszynowy i motoryzacyjny, farmaceutyczny, lotniczy, branża IT.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

1 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

oo 2015-01-09 22:59:16

Panie Jeremi mam nadzieję,że za 20 lat już Pana nie będzie na tym świecie !!! Dobrze się gada siedząc na państwowej ciepłej posadce (ZUS), za pieniądze podatników.

REKLAMA