Jarosław Świgulski, Mars Food: Nigdy nie chciałbym już pracować w biurze, w którym są gabinety

– Jeśli ktoś pracuje w firmie, w której szef ma czas i ochotę na ciągłe nadzorowanie, to współczuję i proponuję zastanowić się nad zmianą firmy, albo szefa – mówi Jarosław Świgulski, prezydent Mars Food na Amerykę Północną.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Jarosław Świgulski, Mars Food: Nigdy nie chciałbym już pracować w biurze, w którym są gabinety

PODZIEL SIĘ


Autor: Justyna Koc

13 sie 2015 4:05


Na początku lipca został pan szefem Marsa na Amerykę Północną. Wydaje się jednak, że wciąż mało Polaków kieruje międzynarodowymi firmami. Co według pana utrudnia im wspinanie się na szczyt?

Jarosław Świgulski, prezydent Mars Food na Amerykę Północną: – Nie do końca bym się z tym zgodził. W Marsie liczba osób z Polski piastujących wysokie stanowiska w międzynarodowych rolach nie odbiega od innych krajów o podobnej wielkości. A przecież nasza historia uczestniczenia w międzynarodowym biznesie jest stosunkowo krótka, niewiele ponad 20 lat.

Jeśli jednak mówimy już o barierach, to wydaje mi się, że najistotniejsze tkwią w nas samych. Sami je tworzymy, wymyślamy i to dusi w nas pewność siebie niezbędną do tego, aby zaistnieć w międzynarodowym biznesie. A skoro sami je tworzymy, to w ogóle nie ma sensu ich roztrząsać.

Jako prezes polskiego oddziału Marsa nie miał pan swojego gabinetu. Czy rzeczywiście taka organizacja miejsca pracy ułatwia zarządzanie?

– Nigdy nie chciałbym już pracować w biurze, w którym są gabinety. Tzw. open space likwiduje bariery, wpiera komunikację, współpracę, otwartość. Ale tego typu biuro ma sens tylko wtedy, jeśli kultura firmy autentycznie ma wspomniane cechy. Wyobrażam sobie, że w organizacji, gdzie dominuje formalny styl pracy, o wyraźnej, silnie zaznaczonej hierarchii, open space raczej by się nie przyjął.

Czytaj też: Maciej Woźny: Chcemy dawać poczucie, że zarząd jest dostępny dla wszystkich pracowników

Skąd wziął się pomysł na stworzenie open space dla całego zespołu Marsa?

– Nie wiem, kto, gdzie i kiedy wprowadził to po raz pierwszy. Wyszło to pewnie z wizji właścicieli, z tego, jaką kulturę chcieliby promować w swojej firmie. Ponieważ było to autentyczne, to open space przyjął się w Marsie bardzo dobrze.

Czy rzeczywiście był pan dostępny dla wszystkich pracowników, którzy bez skrępowania mogli podejść, by porozmawiać?

– Dni wyglądały różnie. Większość czasu spędzałem ze współpracownikami na spotkaniach albo na wideo czy telekonferencjach bądź spotkaniach indywidualnych. Na czas przy biurku nie pozostawało aż tak wiele czasu. Ale rzeczywiście, każdy mógł do mnie podejść i porozmawiać albo po prostu się przywitać. Jeśli akurat byłem zajęty, to po prostu prosiłem, żeby mi zostawił trochę czasu na dokończenie tego, nad czym właśnie pracowałem.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

1 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

Ajatollah 2015-08-14 12:21:16

No to Panie Jarku, super! Zapraszam z taką więdzą do domu celem budowania polskiego Marsa. Chętnie pomogę. Pozdro :-) A