Sprzątały uniwerki, sądy, urzędy, prokuratury... za darmo

Kobiety zatrudnione jako sprzątaczki przez firmę FMD, która to z kolei świadczyła usługi czystościowe dla 48 instytucji, m.in. sądów i urzędów w różnych częściach Polski, nie mogą doprosić się o swoje wynagrodzenia.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Sprzątały uniwerki, sądy, urzędy, prokuratury... za darmo

PODZIEL SIĘ


Autor: jm

20 sie 2014 10:50


W serwisie GoWork.pl jest już kilkanaście stron, gdzie na brak wypłat skarżą się byłe pracownice FMD Consulting Marcin Działowski. Wpisy pochodzą z Lublina, Łodzi, Łomży, Wrocławia i innych miast. Niektóre panie miały podpisane umowy bezpośrednio z FMD, inne z firmą Smith Paper Limited z siedzibą w Londynie, a jeszcze inne z FMD Cleaning, a niektóre wcale - opisuje całą sprawę "Gazeta Wyborcza".

Czytaj też: Regulski, Impel: Niełatwo znaleźć równowagę między niską pensją, a znalezieniem rzetelnego pracownika

Kiedy pod koniec kwietnia tego roku sprzątaczki z Warszawy, znów nie dostały pieniędzy, rozpoczęły strajk - w mieście stanęło 11 warszawskich ekip sprzątających FMD. W efekcie instytucje przestały płacić Działowskiemu, naliczyły mu kary i wynajęły nowe firmy. A sprzątaczki zostały bez pieniędzy.

Czytaj też: Przełom w branży ochroniarskiej. Czyżby początek końca wojny cenowej?

Tymczasem Działowski jest nieuchwytny, a w jego imieniu wypowiada się adwokat, który twierdzi, że jego mocodawca pracowników nie zatrudniał, a zatrudniała firma z Londynu. Praca wykonana, a sprzątaczki zostały bez pieniędzy i nie wiedzą nawet od kogo powinny się ich domagać. Gdyby miały etat w tych instytucjach problemu by nie było?

- Jedyna dobra praktyka to zatrudnienie sprzątaczek na etatach, bez żadnego pośrednika. To nie jest tak, że firma Działowski jest zła. Zły jest cały model. Jeśli FMD wypadnie z rynku, znajdą się kolejne takie firmy. System najbardziej uderza w kobiety. Z jednej strony są mężczyźni: kanclerz, rektor, prezes sądu, właściciel firmy. Z drugiej zaś kobiety, które podejmują się kiepskiej pracy z braku alternatywy - mówi dla "GW" Agnieszka Mróz z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego "Inicjatywa Pracownicza".

Zdaniem niektórych, instytucje kierujące się w przetargach kryterium najniższej ceny, jak to miało miejsce w tym przypadku, po cichu aprobują ten nieludzki system.

 

 

Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.