Prezydent miasta vs. prezes spółki skarbu państwa, czyli biedak kontra bogacz?

Prezydenci miast w Polsce zarabiają średnio 12 tys. zł brutto miesięcznie, tymczasem prezesi spółek skarbu państwa nawet od 4 do 8 tys. zł… dziennie. Czy to sprawiedliwe?
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Prezydent miasta vs. prezes spółki skarbu państwa, czyli biedak kontra bogacz?

PODZIEL SIĘ


Autor: Jolanta Miśków, raf

31 mar 2015 17:02


Spośród spółek giełdowych z udziałem Skarbu Państwa, najlepiej opłacanym prezesem w 2014 r. był Zbigniew Jagiełło, stojący na czele PKO BP. W ciągu roku zarobił 3 miliony 112 tys. złotych. Tuż za nim uplasował się Jacek Krawiec, szef PKN Orlen z rocznym zarobkiem w wysokości 2 milionów 914 tys. zł, a na trzecim miejscu Andrzej Klesyk, prezes PZU z dochodami za 2014 r. w wysokości 2 milionów 714 tys. zł.

Czytaj też: Czteroelementowa pensja i inne dodatki płacowe. Tak wyglądają zarobki włodarzy mias

Dla porównania, prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz, stojąca na czele stolicy Polski, z tytułu sprawowania władzy w mieście, w którym mieszka ponad 1,7 mln Polaków, w 2014 r. zarobiła nieco ponad 150 tys. zł. W porównaniu do prezesa niejednej spółki giełdowej z udziałem skarbu państwa, jej zarobki wypadają zastanawiająco blado. Dlaczego? Pensja samorządowca rządzącego miastem nie może przekroczyć siedmiokrotności kwoty bazowej ustalanej w ustawie budżetowej na dany rok - W 2014 r. kwota bazowa wynosiła 1 766,46 zł, a więc maksymalne miesięczne wynagrodzenie prezydenta miasta może wynosić 12 365,22 zł.

Czy to oznacza, że prezydenci miast są pokrzywdzeni?

Jak twierdzi Paweł Soloch, prezes Instytutu Sobieskiego, specjalista ds. administracji państwowej i samorządowe - nie do końca. Prezydenci potrafią bowiem odpowiednio zadbać o swoje portfele.

Czytaj też: Gronkiewicz-Waltz, Majchrowski i Adamowicz to najbogatsi wśród prezydentów miast

- Przykładem chociażby prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz, właściciel siedmiu mieszkań – mówi Soloch. – Włodarze miast dorabiają sobie w radach nadzorczych spółek, na uczelniach, co według mnie nie powinno mieć miejsca. Ich misją jest służba publiczna, misja społeczna, a nie zarabianie pieniędzy. Praca w drugim miejscu to jest też czas, który powinni poświęcić na zarządzanie miastem – twierdzi Soloch.

Okazuje się, że za aktywność na Uniwersytecie Warszawskim, prezydent Warszawy otrzymała w 2014 r. 93 tys. zł. To i tak niewiele w porównaniu do Jacka Majchrowskiego, prezydenta Krakowa, który udzielał się na dwóch różnych uczelniach, za co zgarnął 210 tys. zł.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

9 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

PLONKA 2015-04-02 10:20:26

Zarabiajacym takie pieniądze przewraca się w głowach, czym zapracowują na takie pieniadze, doba ma tylko 24 godziny. Sumienia nie mają mówić że to mało, a reszcie każdy grosz by zabrali. Piastujacy takie stanowiska i zarabiajacy takie pieniądze powinni pozwolić te dodatkowe posadki obsadzić bezrobotnymi może czasami madrzejszymi ludźmi. Każdy chciałby zarabiać na godziwe życie.

Wojciech Banaszak, Szczecin 2015-04-01 16:31:15

Polska zdąża ku przepaści - jaką w końcu stanie się wybuch społecznego gniewu. Gospodarka stoi niemal w miejscu, bo konsumpcja wewnętrzna kiepska - zbyt wielu nie stać na zbyt wiele. Gdy jedni pracujący zarabiają niecałe 2 tys. brutto (np. nauczyciele), albo jeszcze mniej - "wybrani" wygarniają - z naszego przecież majątku! - pieniądze takie, jakby pracowali setki godzin na dobę. Odpowiedzialność za majątek? A czymże politycy, samorządowcy i zarządzający PAŃSTWOWYMI (nie ich prywatnymi!) spółkami ryzykują? Własnym majątkiem przecież nie. Podobnie jak nauczyciele i wszyscy inni za błędy będą odpowiadać, gdy im się je udowodni, w tym złą wolę. Jeśli belfrowi ucieknie uczeń z lekcji albo wycieczki - pójdzie siedzieć na kilka lat. Jeśli prezesowi, prezydentowi czy dyrektorowi "zginie" kilka milionów, to zatrudni dobrego prawnika i co najwyżej wyrzucą go z roboty albo dostanie wyrok "w zawiasach" - a potem pojedzie na długie wakacje do ciepłych krajów, bo stać go na to (patrz skutki różnych afer na wysokich szczeblach). I kto tu i czym ryzykuje? Ktoś się z nas śmieje w żywe oczy! I ma społeczeństwo Polaków za idiotów.

OP 2015-04-01 13:57:52

Wójtowie,burmistrze i prezydencji miast powinni zarabiać 3 do 5 średnich płac w podległych im gminach.Płaca powinna być bezwzględnie uzależniona od warunków życia mieszkańców czyli ich dochodów.To ich rolą jest inspirowanie rozwoju,powstawania nowych stanowisk pracy i wzrostu dochodów mieszkańców.Wtedy faktycznie wiedzielibyśmy,kto z nich nadaje się na takie stanowisko a kto tylko pełni obowiązki.Ponadto uważam,że najwyższy czas przywrócić ustawę kominową ora uzależnić płace personelu kierowniczego od płac podległych mu pracowników.Wtedy nie trzeba będzie strajków ani krzyków o podwyżki płac.Teraz mamy żadania niezależne od efektów ekonomicznych działalności-to narusza zasady demokratycznego zarządzania.Kiedy w tym kraju zacznie się szanować ludzi i fachowców w zależności od efektów ich pracy a nie kumoterstwa i powiązań partyjnych?!