Policja wyjaśnia odprawy dla zdymisjonowanych funkcjonariuszy: Odprawa nie jest nagrodą

Odprawa nie jest nagrodą, a jej wysokość jest określona w obowiązujących przepisach - oświadczyła Komenda Główna Policji odnosząc się do informacji "Gazety Wyborczej", że komendanci policji zdymisjonowani w związku ze śmiercią Igora Stachowiaka dostali "bardzo wysokie odprawy".
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Policja wyjaśnia odprawy dla zdymisjonowanych funkcjonariuszy: Odprawa nie jest nagrodą

PODZIEL SIĘ


Autor: PAP/JS

12 lut 2018 17:36


Gazeta napisała, że komendanci policji zdymisjonowani w związku ze śmiercią Igora Stachowiaka, "uciekli przed odpowiedzialnością dyscyplinarną na emerytury i dostali bardzo wysokie odprawy" - w wysokości sześciomiesięcznych uposażeń, czyli od 45 tys. (komendant miejski) do 60 tys. (komendant wojewódzki).

Komenda Główna Policji w komunikacie podkreśliła, że kwestia odprawy, jak i prawo do emerytury szczegółowo określają przepisy ustawy o policji oraz o zaopatrzeniu emerytalnym. Chodzi o artykuły 114, 115, 117 ustawy o policji, regulujące kwestie odpraw i uposażenia policjantów.

"Przełożony funkcjonariusza zgodnie z art.41 ust.3 ustawy o policji, jest zobowiązany obligatoryjnie zwolnić policjanta ze służby w terminie do trzech miesięcy od dnia pisemnego zgłoszenia przez niego wystąpienia ze służby" - wskazuje w komunikacie policja.

Jak podała KGP, funkcjonariusze wymienieni w artykule "Gazety Wyborczej", zostali odwołani z zajmowanych stanowisk i złożyli samodzielnie raporty o zwolnienie w związku z nabyciem prawa do emerytury.

"Obecnie są cywilami i nie pełnią funkcji publicznych. Każdemu z funkcjonariuszy odchodzącemu na emeryturę przysługuje taka odprawa. Należy podkreślić, że odprawa nie jest nagrodą, a jej wysokość jest określona w obowiązujących przepisach" - podkreśliła KGP.

Igor Stachowiak zmarł w maju 2016 r., po zatrzymaniu na wrocławskim rynku i przewiezieniu na komisariat. Według funkcjonariuszy był agresywny i dlatego musieli użyć paralizatora. Na komisariacie stracił przytomność i pomimo reanimacji zmarł. Według pierwszej opinii lekarza, przyczyną śmierci była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa.

Przeciwko policjantowi używającemu paralizatora komendant miejski policji we Wrocławiu wszczął postępowanie dyscyplinarne, a następnie zawiesił go w czynnościach służbowych na okres trzech miesięcy; prokuratura wszczęła śledztwo.

Sprawa wróciła po wyemitowaniu w maju br. reportażu w TVN24, gdzie m.in. pokazano zapis z kamery paralizatora. Później "Fakty" TVN podały, że policja miała dostęp do nagrań ws. śmierci Stachowiaka, choć deklarowała coś innego.

W związku z tymi wydarzeniami ówczesny szef MSWiA odwołał komendanta dolnośląskiej policji, jego zastępcę ds. prewencji oraz komendanta miejskiego we Wrocławiu. Wszyscy funkcjonariusze: zatrzymujący Stachowiaka i używający wobec niego tasera, są już poza policją.

Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

1 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

Zorientowany 2018-02-12 23:43:13

Ale ściemnianie. Choroba policjanta nie stanowi przeszkody do przeprowadzenia postępowania dyscyplinarnego. Wystarczy uzyskać zgodę lekarza, co raczej nie jest trudne. Trzy miesiące to aż nadto czasu. Normalnie takie postępowanie powinno być zakończone w ciągu miesiąca.