Palący problem dymka w czasie pracy

Gdybyś dostał dodatkowe 21 dni urlopu w roku, to jak byś je spędził? W górach, nad morzem, a może na słodkim nicnierobieniu? Są tacy, którzy 21 dni w roku odpoczywają na dymku… i to w czasie pracy.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Palący problem dymka w czasie pracy

PODZIEL SIĘ


Autor: Jolanta Miśków

12 mar 2013 8:00


Coraz częściej słyszy się o tym, że pracodawcy zachęcają pracowników do rzucenia palenia i wspierają ich w walce z nałogiem. Niektórzy zdecydowali się nawet płacić za niepalenie.

- Każdy sposób motywowania do zerwania z nałogiem jest dobry - mówi Anita Stelmasiuk z Allen Carr Polska, firmy organizującej seminaria rzucania palenia również dla firm.

Nie dostrzega ona niczego złego w gratyfikowaniu rzucania palenia pieniężnym dodatkiem do wypłaty, ale uważa, że to nie załatwia sprawy, bo potrzebne jest jeszcze dodatkowe wsparcie. Człowiek, który decyduje się z zerwać z nałogiem podejmuję walkę.

- Dodatkowe pieniądze, bez odpowiedniego wsparcia mogą nie rozwiązać problemu, a nawet pogorszyć sytuację. Kiedy pracownik wstrzymuje się od palenia w czasie pracy, ale zupełnie sobie z tym nie radzi, to w efekcie jest zestresowany, rozkojarzony, nie skupia się na zadaniach, a na zwalczaniu chęci zapalenia - podkreśla Anita Stelmasiuk.

Wakacje na dymku

Badania pokazują, że palacz spędza średnio 21 dni w ciągu roku na papierosie.

- Średnia przerwa na dymek trwa 10 minut. Jeśli pracownik pali pięć papierosów dziennie, to w szacunku rocznym spędza 21 dni na paleniu - oblicza Stelmasiuk.

To i tak optymistyczna wersja, bo przecież niektórzy palą więcej. Za ten czas płaci pracodawca, za L4 również.

- Palacze przebywają w roku na zwolnieniu chorobowym średnio cztery dni dłużej niż ich niepalący koledzy, a koszty ich leczenia są wyższe o blisko 20 proc. - mówi Adrian Juchimiuk, Employer Branding Director, MJCC.

Misja ratowania palaczy

Wzorcowym przykładem miejsca pracy, w którym dąży się do uwolnienia pracowników od nałogu nikotynowego jest firma Promotech z Białegostoku. Tu, od samego początku, czyli od 25 lat, właściciel zakładu wyzwala pracowników z nałogu. Misja ta kosztuje go obecnie około 250 tys. zł rocznie. Co ją zapoczątkowało?

- Właściciel firmy był nałogowym palaczem, czego konsekwencją była poważna operacja płuc - mówi Małgorzata Jaromska, szefowa kadr Promotech. - Teraz stara się zachęcić innych do zerwania z nałogiem i promuje tę myśl w naszym zakładzie - dodaje.

W Promotechu pracuje 230 osób. Ci, którzy zadeklarowali, że całkowicie zrywają z nałogiem, dostają co miesiąc dodatek do wynagrodzenia w wysokości 100 zł. Pozostali po 20 zł miesięcznie, ale są zobligowani do powstrzymywania się od palenia w czasie pracy. Na dymek mogą sobie pozwolić tylko podczas piętnastominutowej przerwy. Ci, którzy w ogóle nie zamierzają rozstawać się z nałogiem, nie dostają nic.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA