Niemieccy przewoźnicy i kierowcy popierają płacę minimalną. Chcą uczciwej konkurencji

W Brukseli rozpatrywane są dwie skargi przeciwko RFN. Pierwszą z nich wystosowali niemieccy kierowcy, drugą -zagraniczni przewoźnicy.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Niemieccy przewoźnicy i kierowcy popierają płacę minimalną. Chcą uczciwej konkurencji

PODZIEL SIĘ


Autor: jk

16 lut 2015 11:31


Ustawa Mindeslohngesetz (w skrócie: MiLoG), która została przyjęta 11 sierpnia 2014 r., a weszła w życie 1 stycznia 2015 r., zakłada minimalne wynagrodzenie 8,5 euro brutto za godzinę pracy na terytorium Niemiec - niezależnie od tego, czy firma ma swoją siedzibę w Niemczech, czy w zupełnie innym kraju.

Prawo to wprowadziło dużo zamieszania wśród polskich pracodawców z branży transportowo-spedycyjno-logistycznej (TSL), którzy w takiej sytuacji muszą płacić znacznie więcej kierowcom, odbywającym kursy przez kraj naszych sąsiadów.

Czytaj też: Andrea Nahles: Zmian w ustawie o płacy minimalnej nie będzie

Jak informuje „Deutsche Welle” niemieckim pracownikom i przewoźnikom płaca minimalna odpowiada. Mają nadzieje, że zmniejszy ona liczbę transportów drogowych z Europy Środkowo-Wschodniej – co de facto już się dzieje.

Skąd taka postawa? Wiele zagranicznych firm, powołując się na swobodę świadczenia usług, przetrzymuje na niemieckich parkingach TIR-y, a kierowców dowozi z kraju na miejsce.

Przykładem jest 130 samochodów ciężarowych z polskimi tablicami rejestracyjnymi stojące na parkingu w porcie śródlądowym Worms w Palatynacie. Kierowcy tych TIR-ów świadczą przewozowe usługi regionalne i transgraniczne dla przewoźnika austriackiego. Z Austrii do Worms dowozi ich autobus.

Czytaj też: Niemiecka płaca minimalna zwiększy szarą strefę

- Ta austriacka firma, powołująca się na unijną swobodę świadczenia usług, zatrudnia polskich pracowników na polskich stawkach. Nie realizuje transportów transeuropejskich, lecz faktycznie prowadzi działalność gospodarczą w Niemczech nie płacąc tu podatków i nie odprowadzając składek na ubezpieczenia społeczne. Ustawodawca chciał ukrócić właśnie takie praktyki – tłumaczy w rozmowie z „Deutsche Welle” prof. Karlheinz Schmidt, szef Federalnego Zrzeszenia Przewoźników, BGL.

Zdaniem prof. Schmidta, jeśli minimalne stawki godzinowe obowiązywałyby tylko w Niemczech, wówczas firmy spedycyjne i logistyczne nie będą chciały korzystać z usług niemieckich przewoźników ze względu na koszty.

Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.