Ekspert: nie ma pieniędzy na dopłacanie do minimalnej pensji

Proponowanych przez Ewę Kopacz dopłat do pensji najmniej zarabiających nie da się pogodzić z, i tak już kosztownym i skomplikowanym, systemem socjalnym - wskazuje ekspert Klubu Jagiellońskiego Marek Steinhoff-Traczewski.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Ekspert: nie ma pieniędzy na dopłacanie do minimalnej pensji

PODZIEL SIĘ


Autor: PAP

27 lip 2015 11:06


Pomysł dopłacania do najniższej pensji padł z ust premier Ewy Kopacz po wyjazdowym posiedzeniu Rady Ministrów w Łodzi 14 lipca.

"Jeśli nawet pracodawca podpisze umowę o pracę - ale nie mówię o umowie zlecenie czy umowie o dzieło - na najniższych warunkach, będzie płacił minimum temu, którego zatrudnia, a ten, który szuka pracy, znajdzie tego pracodawcę, to pracodawca odprowadzając swoje składki, będzie i tak od tej najniższej kwoty płacił zdecydowanie mniej, natomiast rola państwa, by temu, który będzie tak mało zarabiał dopłacić to, co pozwoli mu godnie żyć" - mówiła wtedy szefowa rządu, zapowiadając, że niebawem poda bardziej szczegółowe informacje, oraz że pomysł ten będzie częścią programu Platformy Obywatelskiej.

„Koncepcja, by państwo dopłacało obywatelom, którzy osiągają dochód niższy, niż określony jako kwota gwarantowanego dochodu, nie jest tak absurdalna, jak może się wydawać. Na tym de facto polega koncepcja negatywnego podatku dochodowego, który był w Stanach Zjednoczonych dyskutowany i promowany przez poważnych ekonomistów na czele z noblistami Miltonem Friedmanem czy Edmundem Phelpsem, a w ostatnich latach został wprowadzony w Izraelu” – uważa Marek Steinhoff-Traczewski z Klubu Jagiellońskiego, odnosząc się do wypowiedzi Ewy Kopacz.

Nietrafiony pomysł Kopacz

Ekspert uważa jednak, że choć propozycja Kopacz odnosi się do dyskutowanych na świecie pomysłów, jest "raczej wypaczeniem, a nie realizacją tej koncepcji". Argumentuje to tym, że jest to fundamentalna reforma, która wymaga szczegółowych wyliczeń, a nie nieprecyzyjnych wzmianek na konferencjach prasowych.

Podkreślił też, że nie wiadomo "skąd w budżecie miałyby się znaleźć środki zarówno na podwyższenie kwoty wolnej do pułapu umożliwiającego egzystencję, jak i na ewentualne dopłaty".

„Rzecz w tym, że proponowane przez Friedmana i innych ekonomistów rozwiązanie było rozważane jako alternatywa, a nie dodatkowa forma pomocy społecznej. Modelowo powinno to oznaczać likwidację wszystkich innych mechanizmów socjalnych: zasiłków, rent etc., ale też likwidację płacy minimalnej. Jej (zmiany) konsekwencją, musiałoby być radykalne ograniczenie biurokracji i likwidacja tysięcy etatów urzędników dziś zajmujących się pomocą społeczną" – podkreślił prawnik z Klubu Jagiellońskiego.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.