Specjaliści nie chcą podpisywać umów z klauzulą o zakazie konkurencji

Szczególnie głośna w 2011 i 2012 roku kwestia zakazu podejmowania pracy przez lekarzy w placówkach, z którymi konkurują o kontrakt ich pracodawcy, nie poszła całkiem w zapomnienie. Ostatnio sześciu neurochirurgom z Wojewódzkiego Centrum Medycznego w Opolu oświadczono, że mają podpisać umowy z klauzulą o zakazie konkurencji. Odmówili.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Specjaliści nie chcą podpisywać umów z klauzulą o zakazie konkurencji

PODZIEL SIĘ


Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia

www.rynekzdrowia.pl

24 cze 2013 9:53


- Dyrekcja ustąpiła, nie wprowadzono zakazu podejmowania pracy w innych placówkach - mówi nam Dariusz Łątka, ordynator Oddziału Neurochirurgii WCM w Opolu, który - gdyby sprawa przybrała inny obrót - zostałby na oddziale jedynie z rezydentami i mógłby zajmować się tylko najbardziej pilnymi przypadkami.

- Chciałbym podkreślić, że nasi lekarze nie zamierzają korzystać z tego, że nie mają zakazu konkurencji. Zarabiamy dobrze w naszym szpitalu i nie chcemy pracować gdzie indziej - deklaruje.

Prawo wyboru

Tłumaczy, dlaczego neurochirurdzy postawili się dyrekcji: - Dla nas to bardzo ważna sprawa. Uprawiamy wolny zawód i nie wyobrażam sobie nakładania na nas tego rodzaju ograniczeń. Tym bardziej, że kształcimy się za własne pieniądze, podnosimy kwalifikacje, mimo że rzuca się nam kłody pod nogi - twierdzi ordynator i dodaje, że najkrótszy kurs neurochirurgiczny kosztuje w granicach 2-3 tys. dolarów.

Przekonuje także, że możliwość podejmowania pracy u dowolnych pracodawców oznacza większą dostępność do świadczonych przez nich usług.

- Dlaczego ktoś ma operować stu pacjentów na niewydolnym bloku operacyjnym określonego pracodawcy, kiedy może zoperować w jednym miejscu 50 pacjentów, a w innym kolejnych 50. To nie problem przejechać z jednego bloku na drugi - tłumaczy neurochirurg.

Jego zdaniem zakaz podejmowania pracy przez lekarzy u różnych pracodawców stanowi formę nieuzasadnionej ochrony publicznej służby zdrowia przed konkurencją i ogranicza dostępność do specjalistów w ramach świadczeń z NFZ. W przypadku neurochirurgów chodzi o grupę 460 osób. Nie ulega wątpliwości, że ich umiejętność powinny być maksymalnie wykorzystane.

Przywiązani do uczelni

Problem związania specjalistów z podstawowym miejscem pracy najboleśniej odczuwają szpitale kliniczne. Pracują w nich wysokiej klasy fachowcy, są rozchwytywani przez placówki, które chciałyby pochwalić się współpracą z nimi w ofertach przedstawianych Funduszowi.

- Nie może być tak, że pracownik kliniki podejmuje pracę w niepublicznym ZOZ-ie, który też ma kontrakt z NFZ - mówił nam w lutym 2011 r. dr Włodzimierz Matysiak, rzecznik prasowy Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, który jako pierwsza uczelnia medyczna w Polsce wprowadził tzw. klauzule lojalnościowe dla profesorów, adiunktów i asystentów. Powodem była utrata kontraktów przez kliniki na rzecz innych podmiotów, w których dorabiała uczelniana kadra.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.