Salowe giżyckiego szpitala nie godzą się na gorsze warunki płacowe

Protest prowadzą salowe giżyckiego szpitala. Kobiety, które dotąd zatrudniał szpital, nie godzą się na gorsze warunki płacowe zaproponowane im przez zewnętrzną firmę, która od środy sprząta tę placówkę - poinformował prezes szpitala w Giżycku Krzysztof Bestwina.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Salowe giżyckiego szpitala nie godzą się na gorsze warunki płacowe

PODZIEL SIĘ


Autor: PAP

23 paź 2013 14:05


Prezes Bestwina powiedział, że "sytuacja jest przykra", ponieważ niektóre z salowych protestują na oczach pacjentów. Jak mówił, paniom towarzyszą kamery telewizyjne, co wprowadza niepotrzebny zamęt. Czystość w szpitalu - jak zapewnił - mimo protestu jest zachowana, bo w środę prace te zaczęły wykonywać panie zatrudnione przez zewnętrzną firmę.

Giżycki szpital od marca działa jako spółka samorządu powiatowego. Bestwina powiedział, że gdy restrukturyzowano placówkę, zapowiedziano redukcję kosztów, w tym rezygnację z usług salowych i przekazanie tych usług zewnętrznej firmie wyłonionej w przetargu.

"Zatrudnianie blisko 40 salowych kosztowało nas kilkadziesiąt tys. zł miesięcznie, a zlecanie sprzątania zewnętrznym firmom to powszechna praktyka" - argumentował Bestwina i zapewnił, że pracujące na umowy zlecenia i umowy na czas ograniczony salowe doskonale o tym wiedziały.

Problem pojawił się, gdy firma, która wygrała przetarg na sprzątanie szpitala w Giżycku, zaczęła rekrutować pracowników. Proponowana dotychczasowym salowym stawka w wysokości ok. 5 zł za godzinę netto dawała im w sumie o 200-300 zł niższe zarobki niż w czasie, gdy zatrudniał je szpital (wówczas zarabiały 1,6 tys. zł brutto).

"Prosiłem szefa tej zewnętrznej firmy, by rozważył podwyższenie stawek i w paru przypadkach przychylił się do tej prośby. Niestety, nie ze wszystkimi paniami salowymi zawarł umowy, część osób zatrudniono nowych" - przyznał Bestwina i dodał, że choć niskie zarobki są "przykre i bolesne", to jednak ważne jest, że kobiety w ogóle mają pracę.

W podobnym tonie o problemie salowych wypowiedział się wicestarosta giżycki Wacław Strażewicz. "Szpital generował straty, musimy go restrukturyzować. Salowe nie są jedynymi osobami, które na tym cierpią, będą kolejne zmiany kadrowe" - przyznał Strażewicz, który także prosił firmę zatrudniającą salowe o rozważenie podniesienia stawek wynagrodzenia.

"Wiadomo, że firma, która wygrała przetarg, musi zobaczyć, jakie ponosi u nas koszty, nikt społecznie nie będzie sprzątał" - przyznał Strażewicz.

Odkąd giżycki szpital przekształcił się w spółkę, miesięcznie notuje 20-30 tys. zł straty. Rok 2012 placówka zamknęła 2 mln zł straty.

"Ważne, by utrzymać szpital w Giżycku, niskie zarobki są przykre, ale nie do końca mamy na to wpływ" - przyznał starosta.
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.