Łódzki szpital ukarany za brak lekarza na dyżurze

Łódzki szpital im. Jonschera musi zapłacić NFZ 90 tys. zł kary za brak lekarza radiologa na dyżurze. Z powodu nieobecności specjalisty nie wykonano tomografii u pacjenta, który zgłosił się do placówki z ostrym bólem brzucha w czasie majowego weekendu. Mężczyzna zmarł.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Łódzki szpital ukarany za brak lekarza na dyżurze

PODZIEL SIĘ


Autor: PAP

1 sie 2014 19:27


Jak poinformowała rzeczniczka łódzkiego NFZ Anna Leder, w trakcie trzytygodniowej kontroli w szpitalu im.  uJonschera stwierdzono, że nie tylko w czasie "długiego" weekendu majowego, gdy doszło do zdarzenia, ale także w inne weekendy i po godz. 23 w szpitalnym oddziale ratunkowym nie było lekarza radiologa. NFZ wymaga, aby przy każdym badaniu tomografii komputerowej taki specjalista był obecny.

"Szpitalny oddział ratunkowy i oddział chirurgii ogólnej powinny mieć dostęp do tomografu komputerowego obsługiwanego przez zespół złożony z lekarza radiologa, technika radiologii oraz pielęgniarki. Tymczasem na dyżurze była obecna jedynie obsługa techniczna" - zaznaczyła Leder.

Według łódzkiego NFZ, szpital zastępował obecność lekarza systemem teleradiologii (wyniki badań opisywał lekarz będący pod telefonem), a taki system może być stosowany jedynie jako forma wsparcia, np. gdy dyżurujący lekarz chce skonsultować uzyskane wyniki z innym specjalistą. "Bezwzględnie wymagamy obecności lekarza radiologa w czasie badania CT, stąd tak wysoka kara. Placówka może się od niej odwołać do dyrektora NFZ" - podkreśliła rzeczniczka.

Okoliczności śmierci pacjenta, który trafił do szpitala im. Jonschera w czasie majowego weekendu, wyjaśnia także prokuratura. Jak poinformował rzecznik łódzkiej Prokuratury Okręgowej Krzysztof Kopania, doniesienie o podejrzeniu nieprawidłowości w działaniu służb medycznych złożyła żona pacjenta, która przywiozła go do szpitala z silnymi bólami brzucha.

Z jej relacji wynika, że po kilku godzinach pobytu pacjenta w szpitalu, gdy nie pomagały mu środki przeciwbólowe, lekarze podjęli decyzję o wykonaniu operacji, podejrzewając zapalenie otrzewnej. Zastrzeżenia kobiety budzi fakt, że wcześniej nie wykonano badań USG i CT.

Z ustaleń prokuratury wynika, że w trakcie operacji chirurdzy uznali, że pacjent ma najprawdopodobniej tętniaka aorty brzusznej. Odstąpiono od intubacji mężczyzny i przewieziono go do szpitala MSW, gdzie znajduje się specjalistyczny oddział chirurgii naczyniowej. Tam został poddany ponownej operacji, w trakcie której zmarł.

Wstępne wyniki sekcji zwłok wskazują, że przyczyną śmierci był wstrząs krwotoczny, spowodowany pęknięciem aorty brzusznej. Prokuratura ustala, czy możliwe było uratowanie mężczyzny, gdy trafił do szpitala i czy zakres podjętych działań diagnostycznych był właściwy. Zbada też, czy zasadne było przystępowanie do operacji w szpitalu im. Jonschera. Jak powiedział Kopania, śledczy zabezpieczyli już dokumentację medyczną, trwają przesłuchania. Prokuratura czeka na zgodę sądu na przesłuchanie lekarzy.
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA