Kraków: kontrakty zamiast etatów. Lekarze protestują

Dyrekcja Szpitala Specjalistycznego im. dr J. Babińskiego w Krakowie zdecydowała o zmianie formy zatrudnienia dyżurujących lekarzy: kontrakty zamiast etatów mają przynieść lecznicy spore oszczędności. Takie rozwiązanie nie podoba się jednak specjalistom, którzy walczą o utrzymanie etatów.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Kraków: kontrakty zamiast etatów. Lekarze protestują

PODZIEL SIĘ


Autor: rynekzdrowia.pl/KL

www.rynekzdrowia.pl

8 maj 2013 13:57


Stanisław Kracik, dyrektor Szpitala im. Babińskiego w Krakowie przyznaje w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl, że dyżury kosztują placówkę około 1,5 mln zł rocznie, z czego do ZUS odprowadzanych jest 300 tys. zł. - Przejście na kontrakty pozwoli na pozostawienie tej kwoty w naszym budżecie, co w trudnej sytuacji finansowej lecznicy ma duże znaczenia - wyjaśnia dyrektor i dodaje, że o planowanej zmianie uprzedził personel medyczny, gdy tylko objął stanowisko.

Według zamysłu dyrekcji, lekarze zatrudnieni w szpitalu mieliby zakładać własną działalność gospodarczą i stawać do konkursów na świadczenia zdrowotne w zakresie pełnienia dyżurów lekarskich. Póki co plan się nie powiódł, bo na kolejne konkursy ogłaszane przez szpital chętnych brak.

Lekarze z "Babińskiego" nie są zainteresowani przejściem na nową formę zatrudnienia, m.in. w obawie przed spadkiem dochodów. Ich stanowisko wspiera Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy.

Tymczasem Stanisław Kraciak podkreśla, że oszczędności, jakie ma przynieść szpitalowi zmiana formy zatrudnienia, to kwoty, które i tak nie trafiają ostatecznie od rąk lekarzy. - Liczę, że uda mi się przekonać ich do naszych racji. Rozmowy trwają, ale o odejściu od kontraktów nie ma mowy - zaznacza dyrektor.

Związkowcy ze szpitala przypominają jednak, że poza kwestią formy zatrudnienia walczą też o zwiększenie liczby dyżurujących lekarzy. Dr Jacek Kwieciński, przewodniczący OZZL w lecznicy podkreśla w rozmowie z Dziennikiem Polskim, że lekarze boją się odpowiedzialności za zdarzenia, na które, w ich ocenie, nie mogą mieć wpływu. Chodzi o to, że na około 700 pacjentów szpitala, ulokowanych w oddziałach rozmieszczonych na rozległym terenie, dyżuruje jedynie dwóch psychiatrów.

Dyrektor Kracik odpowiada, że gros pacjentów to osoby korzystające z tzw. oddziałów dziennych, walczący z uzależnieniami, a opieka nad nimi nie wiąże się z większym ryzykiem. - Ze statystyk z ostatnich trzech lat wynika, że dwóch dyżurujących lekarzy przyjmuje średnio jednego pacjenta na godzinę - dodaje.

Szpital, który jest jedną z największych placówek psychiatrycznych w kraju, zatrudnia ponad 1 tysiąc pracowników i leczy stacjonarnie ponad 800 pacjentów. Oprócz tego udziela pomocy w trybie dziennym i ambulatoryjnym.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA