Czy chory pracownik, który pracuje ze strachu, służy pracodawcy?

Wśród pracowników coraz częściej choroba nie jest wystarczającym powodem, by iść na zwolnienie lekarskie. Pomimo niedyspozycji przychodzą do pracy i wykonują swoje obowiązki. Prezenteizm (ang. present – obecność), czyli przychodzenie do pracy dla samej obecności jest zjawiskiem stosunkowo nowym, ale już staje się coraz większym problemem, zarówno wśród pracowników, jak i pracodawców.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Czy chory pracownik, który pracuje ze strachu, służy pracodawcy?

PODZIEL SIĘ


Autor: jm

1 paź 2013 17:10


Osłabienie, trudności w koncentracji i nieprzyjemne bóle nie sprzyjają pracy. Według badań naukowców zajmujących się prezenteizmem, wydajność chorego pracownika spada nawet do 40 proc. Co prawda wykonuje on swoje obowiązki, ale robi to gorzej i może popełnić kosztowne, a nawet niebezpieczne błędy. Brak leczenia sprawia, że choroba się przedłuża, co prowadzi do dłuższej nieobecności. Ponadto, istnieje ryzyko zarażenia innych członków zespołu.

- Łatwo jest policzyć straty finansowe wynikające z nieobecności pracownika. Wielu pracodawcom wydaje się, że jeżeli ktoś pomimo tego, że jest chory, przyjdzie do pracy, to firma nic nie traci. To jednak błędne myślenie, a w tym przypadku poniesione koszty są trudne do oszacowania - mówi Magdalena Pawłowska, konsultant HR24.com.pl.

- Niższa efektywność, brak motywacji i złe samopoczucie działają na niekorzyść firmy, co przekłada się na konkretne straty. Wpływa źle nie tylko na zdrowie pracownika, ale i atmosferę pracy. Inni zatrudnieni będą czuli się zobowiązani do przedkładania obowiązków zawodowych nad zdrowie, a obecność w pracy mimo niedyspozycji stanie się regułą wymaganą przez szefostwo. To z kolei może prowadzić do wypalenia zawodowego i poważniejszych, przewlekłych problemów zdrowotnych - wyjaśnia Pawłowska.

Obawa przed L4

Popularne niegdyś wyłudzanie L4 na symulowane choroby zaczyna ustępować miejsca prezenteizmowi. Często pomimo zaleceń lekarza, pracownicy nie decydują się na pozostanie w domu i leczenie. Niektórzy wręcz wzbraniają się przed zwolnieniem, obawiając się niepełnej pensji, utraty premii, czy nawet stanowiska. Wśród innych powodów wyróżnia się niekorzystne warunki pracy, w tym rodzaj umowy oraz presję ze strony otoczenia.

- Zła sytuacja na rynku pracy spowodowała, że wiele osób boi się utraty posady i aby pokazać się pracodawcy z jak najlepszej strony często lekceważy swoje zdrowie i życie osobiste - tłumaczy Magdalena Pawłowska z HR24.

- Młodzi ludzie często mają też zaburzone priorytety oraz wartości. Dla nich kariera wysuwa się na pierwsze miejsce, a inne sprawy schodzą na dalszy plan, nie mają umiaru, co może doprowadzić do patologicznej sytuacji, np. uzależnienia od pracy - wyjaśnia Pawłowska.

Zdrowa granica

By uniknąć rozwoju negatywnego zjawiska jakim jest prezenteizm, ważne aby walczyli z nim zarówno sami pracownicy jak i właściciele firm. Ci pierwsi muszą umiejętnie postawić granicę między obowiązkami zawodowymi a życiem prywatnym i ustalić między nimi zdrowe proporcje. Z kolei szefostwo nie może wywierać presji na pracownikach i wymuszać, by przychodzili do pracy gdy źle się czują.

- Nie ma ludzi niezastąpionych. Odpowiednia polityka personalna i organizacja, np. możliwość pracy zdalnej z domu, pozwoli zarządzać pracą tak, by pracownik mógł wyleczyć się i wrócić do obowiązków już po chorobie - dodaje Magdalena Pawłowska. - Przyniesie to obopólne korzyści. Wyjdzie na dobre i firmie i pracownikom.

 

 

Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA