Ukraińcy, Białorusini, Hindusi - kto jeszcze może zasilić polski rynek pracy?

W Polsce jest już obecnie milion Ukraińców. Gdyby nie oni, wiele firm – z powodu braku rąk do pracy – nie mogłoby zachować ciągłości działania. Jednak czy tylko Ukraińcy mogą być ratunkiem dla polskiego rynku pracy? Kto jeszcze oprócz nich może zasilić kadrowo pracodawców w Polsce? Zapytaliśmy o to prezesów firm oraz HR-owców.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Ukraińcy, Białorusini, Hindusi - kto jeszcze może zasilić polski rynek pracy?

PODZIEL SIĘ


Autor: Jolanta Miśków

3 sty 2017 7:01


Ukraińcy to spośród wszystkich nacji dominująca grupa obcokrajowców, która przyjechała do Polski za pracą. Jest już ich ok. milion i można się spodziewać, że będzie jeszcze więcej – na koniec października 2016 r. urzędy odnotowały ponad milion oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy Ukraińcom – to wzrost o 44 proc. w stosunku do całego 2015 r.

- Większość przybyłych nad Wisłę Ukraińców to ludzie wykształceni, młodzi, którzy chcieliby zapuścić w Polsce korzenie. Przypominają trochę naszych rodaków, którzy po wejściu do UE niemal masowo zaczęli szukać swojego miejsca na świecie poza Polską – w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Niemczech – mówi Monika Smulewicz, partner zarządzający Grant Thornton.

Monika Smulewicz, dyrektor zarządzający Grant Thornton. (fot. mat.pras.) Monika Smulewicz, dyrektor zarządzający Grant Thornton. (fot. mat.pras.)

W jej opinii, obecnie kierunek wschodni to wciąż największe i potencjalnie wydajne źródło kadr, które może zasilić polski rynek pracy.

– Na kolejnych miejscach za Ukraińcami pod względem reprezentacji w Polsce, choć daleko w tyle pod względem potencjału, plasują się Białoruś, Mołdawia, Wietnam, Chiny. O ile te dwa ostatnie kraje wydają się nieco egzotyczne, a przede wszystkim odległe kulturowo, co może przede wszystkim powodować problemy adaptacyjne, to Białoruś, Mołdawia i Ukraina – bliższe nam kulturowo, mogą i z pewnością będą pozostawały wciąż źródłem pracowników – mówi Smulewicz.

Tymczasem Bartosz Kaczmarczyk, prezes Loyda zauważa, że gdybyśmy zgodzili się na legalizację pobytu Wietnamczyków w Polsce – część przebywa u nas jednak nielegalnie – to mogliby być oni naszą drugą, po Ukraińcach największą siłą roboczą pochodzącą z innego kraju.

Bartosz Kaczmarczyk, prezes Loyd. (fot. mat.pras.) Bartosz Kaczmarczyk, prezes Loyd. (fot. mat.pras.)

- I to jest ciekawe, bo jest to jednak inna kultura, azjatycka – mówi Kaczmarczyk. – Bliscy są nam także Białorusini, ale to jest mały naród. To 9 mln osób w stosunku do 45 mln Ukraińców. – dodaje.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

2 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

Polak 2017-07-31 20:01:34

Ha ha. Po co Polakowi dać zarobić niech jedzie na zachód a my weźmiemy Ukraińca. Jak mnie wkurwia pierdolony rząd. Kiedy zacznie rządzić ktoś normalny a nie ciągle kurwa PiS PO. Ja pierdole jaki Meksyk

co 2017-01-03 12:09:00

Od kiedy na Ukrainie jest 70 mln ludzi?