Słynny klasztor szuka... dyrektora ds. PR

Mnisi z legendarnej buddyjskiej świątyni Shaolin, gdzie 1500 lat temu miało powstać kung fu, od kilku lat udowadniają, że znają się też na biznesie. Teraz klasztor poszukuje dyrektora public relations i osoby do prowadzenia profili w mediach społecznościowych.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Słynny klasztor szuka... dyrektora ds. PR

PODZIEL SIĘ


Autor: PAP

8 wrz 2014 9:29


Położony w górach prowincji Henan w środkowych Chinach starożytny klasztor zyskał ogólnoświatową sławę w drugiej połowie XX wieku, głównie dzięki filmom z gatunku kung-fu.

Jednak dopiero zarządzający świątynią od 1999 roku opat Shi Yongxin (czyt. szy jung-hsin) wykorzystał komercyjny potencjał świątyni i za sprawą szeregu posunięć marketingowych przekształcił jej nazwę w znaną na całym świecie markę, a sam klasztor - w popularną destynację turystyczną. Shi założył m.in. związaną z Shaolinem wytwórnię filmową, sklep internetowy i markę napojów.

By dodatkowo zwiększyć zasięg oddziaływania i promować się także w nowych mediach, klasztor ogłosił nabór na stanowiska dyrektora ds. PR i edytora prowadzącego profile na internetowych portalach społecznościowych.

PR-owcy Shaolinu muszą doskonale władać piórem oraz biegle znać angielski – napisano w ogłoszeniu. Znajomość kultury buddyzmu zen będzie dodatkowym atutem, ale nie jest bezwzględnie wymagana. Od kandydatów nie oczekuje się również biegłości w sztuce medytacji, znajomości kung-fu czy przestrzegania diety wegetariańskiej. Chociaż wszyscy mnisi to mężczyźni, PR-owcem może zostać również kobieta – wyjaśnili wątpliwości dziennikarzy przedstawiciele świątyni.

Dyskusja na temat przesadnej komercjalizacji klasztoru toczy się w Chinach już od kilku lat, a przedsiębiorczy opat nazywany jest przez chińskie media „prezesem Shaolinu”. Jednak wielu odwiedzających kolebkę kung-fu turystów z zagranicy wciąż liczy, że odnajdzie tam oazę spokoju, miejsce zadumy, medytacji i wewnętrznej refleksji, jakie znają z filmów.

„(Klient) spodziewał się Shaolin z filmów kung-fu, gdzie mnisi prowadzą żywot kontemplacyjny, a uczniów wybierają, kierując się ich charakterem i moralnością. Był bardzo zaskoczony tym, co tam zastał, jak sam to określił: +Krupówki+. Setki turystów, mnisi sprzedający bilety na bramkach i pokazy (sztuk walki) za dodatkową opłatą” - wspomina Zuzanna Kołucka, która niedawno oprowadzała po klasztorze Shaolin zamożnego turystę z Polski.

„Ponieważ były tam straszne tłumy, nie udało mu się nawet porozmawiać z mnichem” - powiedziała. Dodała, że mężczyzna od lat interesował się kulturą chińską i marzył o wizycie w Shaolin.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA