Slashies spełnieniem marzeń pracodawców?

Pasjonują się wieloma tematami, nie ograniczają się do jednego zawodu, nie mają roszczeń finansowych. By jednak zatrudnić któregoś ze slashies, o których mowa, trzeba się srogo natrudzić.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Slashies spełnieniem marzeń pracodawców?

PODZIEL SIĘ


Autor: Justyna Koc

25 wrz 2017 6:00


• Slashies to pracownicy, którzy łączą różne, często skrajne umiejętności.

• Ich liczba rośnie - i to w wielu branżach.

• By ich zatrudnić i zatrzymać w firmie, pracodawcy muszą się otworzyć na zmiany.

• Przedstawicieli tej grupy nie interesuje kariera w tradycyjnym tego słowa znaczeniu.

Slashies (z ang. slash, czyli ukośnik) to przedstawiciele pokolenia millenialsów, którzy poszukują inspiracji w kilku branżach i nie ograniczają się do jednego zajęcia czy zawodu. To pracownicy, którzy łączą różne, często skrajne, umiejętności - np. programisty, handlowca, malarza czy baristy.

- Można w nich dostrzec tzw. multipotencjalistów, czyli ludzi, którzy pasjonują się wieloma rzeczami, mają zadatki na rozwój w kilku dziedzinach i nie chcą wybierać tylko jednej z nich - zauważa Aleksandra Budzińska, młodszy konsultant ds. rekrutacji z firmy doradczo-szkoleniowej Integra Consulting Poland.

Na polskim rynku pracy można dostrzec rosnącą liczbę ludzi, którzy równocześnie studiują, pracują, a w wolnym czasie oddają się swym licznym zainteresowaniom. W wielu branżach obecność slashies jest już normą. To „różowe wiewiórki“, o których mówił Joe Weinlick, wiceprezes sieci społecznościowej dla szukających pracy Beyond.com. Jego zdaniem, pracodawcy często nie potrafią znaleźć odpowiednich kandydatów, ponieważ oczekują połączenia w jednej osobie tak różnych umiejętności, że ich równoczesne wystąpienie wydaje się wprost nieprawdopodobne. Wszystko wskazuje na to, że właśnie slashies spełniają ich wymagania.

- Nie mają żadnego problemu w łączeniu różnych zajęć. Potrafią się zorganizować, tak zaplanować swój czas, żeby ze wszystkim zdążyć. Jeśli zatem pracodawcy zależy na tym, by pracownik efektywnie pracował, ale nie wymaga od niego „etatowej“ obecności, taki układ wydaje się funkcjonalny - komentuje Tamara Bieńkowska, trener i coach, wykładowca na Uniwersytecie SWPS.

Slashies mogą stać się cennym nabytkiem dla wielu pracodawców. Najlepiej widać to tam, gdzie w cenie jest kreatywność.

- Całe armie młodych, prężnych i „multitaskowych“ pracowników zasilają media, agencje kreatywne i public relations. Typowy „Jan Nowak“ od poniedziałku do piątku przez 4 godziny jest ślusarzem, przez kolejne 4 copywriterem, a w weekendy muzykiem - dodaje Bieńkowska.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

2 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

Zeghar 2017-09-25 18:27:01

Z każdym kolejnym terminem wymyślanym przez branżę utwierdzam się w przekonaniu, że coraz bardziej traci ona kontakt z rzeczywistością. Wymyślanie kolejnych pokoleń, ich odłamów i skupianie się nad mniej lub bardziej rzeczywistymi bądź nierzeczywistymi ich problemami. A tym czasem klasyczna kadrówka leży i kwiczy. Co gorsza obsługa procesów kadrowych przechodzi często na działy produkcyjne.

Beata 2017-09-25 14:38:07

Zawsze były niebieskie ptaki-Takie to są kapryśne Dzieci na utrzymaniu Rodziców, którzy ciężko pracują. Nie wygląda ,aby sami mogli mieć Dzieci, więc klęska demograficzna tylko szybciej się przybliża. Może lepiej skończyć z tym nakręcaniem nowego stereotypu milenialsa co ma dwie lewe ręce do uczciwej pracy. Co z tego umie tańczyć,ma ma swoje zainteresowania i nauczył się parzyć kawę (kiedyś służąca lub Matka robiła wszystkim kawę i nie nazywała siebie Baristą)