Rynek pracy: na dobrym kursie, ale przed ścianą

Za dwa trzy lata osiągniemy jednocyfrową stopę bezrobocia. Z dalszymi znaczącymi spadkami bezrobocia może być jednak problem - twierdzi w rozmowie z wnp.pl Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole, członek Rady Gospodarczej przy premierze.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Rynek pracy: na dobrym kursie, ale przed ścianą

PODZIEL SIĘ


Autor: wnp.pl (Adam Sofuł)

wnp.pl

8 kwi 2014 13:20


Przez wiele lat ekonomiści głosili tezę, że aby bezrobocie spadało potrzebny jest wzrost gospodarczy rzędu 4-5 proc. Teraz mamy wzrost wolniejszy, a bezrobocie spada. Teza już nieaktualna?

 - Już traci aktualność. O ile na początku transformacji wydajność pracy szybko rosła, co jest charakterystyczne dla gospodarki, które dogania, teraz ten wzrost wydajności jest już wolniejszy. Szybszy wzrost wydajności oznaczał, że popyt na pracę rósł wolniej, bo przedsiębiorcy głównie dzięki temu, a nie dzięki wzrostowi zatrudnienia zwiększali produktywność. Upodabniamy się do gospodarek rozwiniętych charakteryzujących się relatywnie niższym wzrostem gospodarczym i które od czasu do czasu wpadają w recesję. Nie chcę nikogo straszyć, ale wydaje mi się, że to ostatni kryzys, który przeszliśmy bez recesji.

Mówi Pan, że spadek bezrobocie jest w pewnym sensie naturalnym procesem dojrzewania gospodarki, a uelastycznienie rynku pracy, którym tak się chwalimy miało na to jakiś wpływ.

- Oczywiście to, że mamy więcej kapitału, który jest mniej produktywny to jeden czynnik, ale większa elastyczność rynku pracy też bezwzględnie sprzyja zwiększaniu zatrudnienia. Przedsiębiorcy wiedząc, że mogą elastyczniej dysponować czasem swoich pracowników mają mniejsze obawy przed ich zatrudnieniem, to też efekt tego zjawiska umów cywilnoprawnych. Pracodawcy chętniej zatrudniają, wiedząc, że w razie dekoniunktury mogą bez dużych dodatkowych kosztów mogą bądź zrezygnować z pracownika, bądź czasowo zmniejszyć zakres jego obowiązków.

Skoro teza o 4-5 proc. wzrostu jest już nieaktualna to kiedy - przy niższym wzroście - doczekamy jednocyfrowego bezrobocia?

- Myślę, że najwcześniej za dwa lata. Ten rok przyniesie znaczącą poprawę na rynku pracy, wzrost zatrudnienia powinien przyspieszyć. Dotychczas obserwowany wzrost zatrudnienia wynikał z tego, że firmy potrzebowały nowych pracowników do obsługi nowych zamówień. Teraz jednak przedsiębiorstwa dochodzą do momentu, kiedy obecne moce produkcyjne przestają wystarczać, do realizacji zamówień - będą zatem musiały zacząć inwestować, a to wiąże się ze wzrostem zatrudnienia. I widzimy to zresztą po takim wskaźniku jak stosunek nowych ofert pracy na osobę deklarowaną przez pracodawców do zwolnienia. W lutym ten wskaźnik wyniósł 4,1 i był to najwyższy poziom od stycznia 2009 roku. To będzie dla rynku pracy korzystne, jednak pamiętajmy, że wciąż w kryzysie pozostaje branża budowlana, która bardzo powoli dźwiga się z upadku i minie jeszcze trochę czasu, zanim inwestycję ruszą i zacznie znowu zatrudniać. Dlatego choć bezrobocie będzie spadać poziom jednocyfrowy osiągniemy moim zdaniem za jakieś dwa lata. Ale też chcę powiedzieć, że na tym poziomie zapewne się zatrzymamy. Dalsze zejście ze stopą bezrobocia będzie bardzo trudne.

Więcej: wnp.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.