Polsat nie promuje profesjonalnej rekrutacji. To tylko show...

Kolacja we dwoje, pyszne potrawy, domowe zacisze… randka? Nie. To spotkanie w sprawie pracy, a uczta kulinarna stanowi motyw przewodni programu telewizyjnego „Kolacja z szefem”. Tyle tylko, że nie o gotowanie cała rzecz się rozbija…
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Polsat nie promuje profesjonalnej rekrutacji. To tylko show...

PODZIEL SIĘ


Autor: Jolanta Miśków

17 mar 2014 0:15


Jesienią Polsat Cafe ruszył z emisją programu „Kolacja z szefem", produkowanego w oparciu o australijskie reality show „The Boss is coming for dinner". Bez obaw. Ci, którzy przeoczyli tę strawę, mogą się jeszcze nasycić, bo wszystkie odcinki są do obejrzenia w sieci (ipla.pl). Czy jednak jest się na co połasić? To już inna para kaloszy. Ja odczuwam lekką niestrawność...

Ale od początku...

Cała idea programu polega na tym, że na oczach widzów ludzie walczą o pracę. I to nie jest żaden konkurs. To prawdziwa rekrutacja, tyle tylko, że trochę jakby do góry nogami...

A rzecz wygląda tak: oto w każdym odcinku programu poznajemy pracodawcę, który chce zatrudnić pracownika do swojej firmy. W szranki o posadę stają trzy osoby i każda z nich zaprasza do siebie szefa na kolację, podczas której odbywa się rozmowa kwalifikacyjna.

Do tej pory kandydatów do pracy poszukiwali m.in. - znany fryzjer gwiazd Leszek Czajka (upomniał się o świece do kolacji), Natalia Godlewska z firmy Baby&Care (poszukiwała niani, a do pierwszej kandydatki przyszła z lalą, którą ta miała się podczas rozmowy odpowiednio zaopiekować) czy znana tarocistka i właścicielka linii 700 - Joanna Stawińska (tu było rozpoznawanie relacji międzyludzkich na podstawie fotografii).

Tak więc reguła jest taka, że szef wpada do kandydata na małe co nieco, i konsumując to, co ten dla niego przygotował oraz zastanawia się czy przyjąć go do pracy. Jak już się naje (we wszystkich trzech domach) i namyśli (w swoim biurze) wybiera dwie osoby, które przechodzą do kolejnego etapu rekrutacji.

Swoją decyzję ogłasza w siedzibie firmy, dzięki czemu widz może sobie przypomnieć o co cały ten raban, że to przecież o pracę chodzi, a nie o sprawdzanie jak kto mieszka i gotuje. Jak już dwóch kandydatów zmierzy się z ostatnim, praktycznym zadaniem (na szczęście już nie z gotowania), wtedy pracodawca ma pewność z kim może podpisać kontrakt i rozpocząć współpracę.

I to chyba najmocniejszy punkt programu jeśli chodzi o wiarygodność całego procesu rekrutacyjnego, bo wreszcie sprawdzane są kompetencje kandydatów, którzy muszą stawić czoło różnym sytuacjom, bardziej prawdopodobnym, niż goszczenie szefa u siebie w domu: np. zapanować nad recepcją w klinice stomatologicznej czy ujarzmić rozkapryszoną modelkę, która dziś pozować nie będzie, i koniec kropka, a sesja już dograna.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

3 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

JM 2014-03-20 09:57:35

Ten "nóż" to pewnie przez to, że cała sytuacja ma miejsce przy stole ;) A tak serio - dzięki za cenną uwagę!

Milka 2014-03-20 09:31:07

A ja myślę, że poza tym, że oczywiście program ma charakter rozrywkowy, to rozmowa rekrutacyjna w warunkach domowych jest niezłym pomysłem i dużo więcej można wtedy dowiedzieć się o takim kandydacie, niż siedząc oficjalnie w biurze. Poza tym oglądałam ze 2 odcinki i podczas tych rozmów w domu też są jakieś "sprawdziany", a kolacja jest raczej drugoplanowym elementem. To takie moje spostrzeżenia

aga 2014-03-19 15:11:18

"a nuż dobre słówko" a nie "a nóż dobre słówko"

REKLAMA