Numer telefonu do byłego szefa? Nie dam!

28 proc. osób poszukujących pracy uważa, że referencje od byłych pracodawców, o które często proszeni są w trakcie rekrutacji, są zupełnie zbędne. 36 proc. przekaże potencjalnemu pracodawcy jedynie pisemną opinię. Dlaczego Polacy tak boją się rekomendacji w procesie rekrutacji?
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Numer telefonu do byłego szefa? Nie dam!

PODZIEL SIĘ


Autor: JK

5 lis 2013 11:41


Coraz częściej kandydaci proszeni są w trakcie rekrutacji o referencje. Osoby rekrutujące oczekują przekazania kontaktu mailowego bądź telefonicznego do poprzednich przełożonych, współpracowników, a nawet klientów kandydata. Dzięki temu są w stanie zebrać dodatkowe informacje i zweryfikować postawione hipotezy dotyczące tego, jakim pracownikiem będzie osoba, którą zamierzają zaprosić do współpracy.

Z ankiety, którą przeprowadził w październiku 2013 r. serwis pracy Praca.pl wynika, że Polacy nie są jednak zbyt otwarci na to, by umożliwiać potencjalnym pracodawcom zdobycie takich informacji. Tylko trochę więcej niż co trzeci (36 proc.) nie ma problemu z przekazaniem kontaktów do byłych szefów, 7 proc. jest w stanie wyłuskać 1 lub 2 kontakty. W przypadku 57 proc. kandydatów, rekruter spotka się z odmową przekazania bezpośrednich kontaktów.

Rekomendacje - nie tylko potwierdzanie CV

Podstawową funkcją referencji jest weryfikacja podanych przez kandydata informacji zawartych w dokumentach rekrutacyjnych. Z badań przeprowadzonych kilka lat temu przez Antal International wynika, że w co trzecim CV znajdują się nieprawdziwe informacje. Kandydaci po prostu kłamią. Stąd zatem chęć pracodawców do tego, by rozważając zatrudnienie kandydata sprawdzić prawdziwość otrzymanych danych.

Jednak samo sprawdzenie tego, czy kandydat skłamał w CV na temat swojego zakresu obowiązków, stanowiska czy nawet wykształcenia to nie wszystko. CV nie pokazuje przecież tego, jak kandydat pracuje. - Nawet najbardziej profesjonalnie przeprowadzona rozmowa rekrutacyjna lub Assessment Center nie pozwala sprawdzić, jak kandydat będzie zachowywał się jako pracownik - wyjaśnia prezes serwisu Praca.pl Krzysztof Kirejczyk.

- Codzienne życie zawodowe mocno różni się od sztucznej sytuacji rekrutacji. Telefon do byłego menadżera, pracodawcy lub współpracownika może rozwiać wiele wątpliwości. Kilka pytań zadanych osobie, która na co dzień miała kontakt z kandydatem pozwala zdiagnozować styl pracy, mocne i słabe strony, obszary do rozwoju i potencjał kandydata - tłumaczy Kirejczyk.

Czy referencje w rekrutacji są potrzebne?

Wprawdzie 28 proc. kandydatów uważa, że są zupełnie zbędne, ale jest to perspektywa osób szukających pracy. Z perspektywy przeszłego szefa sprawa wygląda zupełnie inaczej. - Dla potencjalnego pracodawcy informacja o tym, w jaki sposób kandydat radził sobie w poprzednim miejscu pracy jest niezwykle ważna. Pozwala przewidzieć to, jak będzie funkcjonował w nowej firmie. Czy będzie skuteczny, jakie wartości może wnieść do firmy oraz jakie ewentualne trudności mogą się pojawić we współpracy z kandydatem - wyjaśnia prezes Praca.pl.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

2 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

Miro 2013-12-05 22:29:44

Naturalne jest niepodawanie takiego nr. Większości rekruterów i osób oferujących zatrudnienie ma wysokie mniemanie na swój temat (zresztą całkiem niesłusznie) Idąc tropem p. Kirejczyka powinno się wszczepić wszystkim obywatelom czynnym zawodowo Chipa śledącego każdego pracownika a on też jest takowym więc i jemu też. A gdzie prawo do prywatności, itp. a niewolnictwo / pańszczyzna skończyła się w Polsce w 19 wieku / . Jego Firma zbiera dane personalne kandydatów niby w celu przekazywania pracodawcom i pewnie tak jest, ale kto jest w stanie to sprawdzić czy np. nie sprzedaje tych danych gdzieś indziej? A może on też kłamie? Może udostępnia te dane dodatkowo np. sieciom handlowym, profilerom, innym którzy za to zapłacą a dodatkowo np. służbom różnego autoramentu: policja, skarbówka, itd. otrzymują całe archiwum z adresem, telefonem, zdjęciem, oraz miejscami gdzie pytać o kolejne informacje podane na tacy przez kandydata.
Dobry rekruter podczas spotkania jest w stanie ocenić przydatność kandydata do pracy a jeśli nie to znaczy że zwyczajnie się nie nadaje na rekrutera i tyle. Nawet w kodeksie karnym jest przepis mówiący że nie ma obowiadku dostarczania dowodów na własną niekorzyść, a rekruterzy chcą aby aby kandydaci sami donosili na siebie - chyba coś tu nie tak??
Potencjalni pracodawcy kłamią w ogłoszeniach tak samo jak potencjalni pracownicy a nawet bardziej. W kazdym ogłoszeniu napisane jest : możliwość szkolenia - a ile z tych firm zapłaciło i wysłało swojego pracownika na szkolenie w ostatnim roku? W każdym ogłoszeniu jest napisane że : Lider branży poszukuje ... A jak sama nazwa mówi Lider może być tylko jeden więc kim jest reszta firm z danej branży??? Czyli jeśli przyjąc że wszystkie ogłoszenia to 100 procent a lider jest tylko jeden to oznacza że 99 procent kłamie to chyba oczywiste! Pracowałem w kilu Firmach więc mam świadomość oszustw w ogłoszeniach oraz drugim życiu danych przekazywanych firmom rekrutacyjnym. Skoro włścicielom firm nie odpowiadają ich pracownicy to niech ich zwolnią i sami wezmą się do roboty ale wydaje mi się że chyba nie dali by rady sprostać zamówieniom.

ziuta 2013-11-06 11:52:22

Nie dziwię się pracownikom, że nie chcą przekazywać informacji o kontaktach u poprzedniego pracodawcy. Przecież to oczywiste bez żadnych badań, że jeżeli ktoś zmienia pracę, to oznacza to, że poprzednia mu nie odpowiadała. Często za to "nieodpowiadanie" odpowiedzialny jest właśnie pracodawca albo współpracownicy. Jak w takiej sytuacji podać dane kontaktowe, jak wiadomo, że opinia nie będzie rzeczowa tylko emocjonalna a poprzedni(a nie daj Boże jeszcze aktualny) pracodawca nie lubił nas ze szczerą wzajemnością?

REKLAMA