Młodzi na rynku: podróżują, szaleją, pracować nie chcą

Ma 30 lat. Studia skończył parę lat temu. I nigdzie od tamtej pory jeszcze nie pracował. Woli podróżować, niż pracować za 1500 zł. Ludzi z lukami w życiorysie jest w Polsce coraz więcej. W Europie również.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Młodzi na rynku: podróżują, szaleją, pracować nie chcą

PODZIEL SIĘ


Autor: Damian Baran

22 mar 2013 8:00


- Na Starym Kontynencie problem nasila się od kilkunastu lat - wyjaśnia Artur Ragan, rzecznik prasowy agencji pracy i doradztwa personalnego Work Express. - Trzydziestolatkowie pędzą beztroski żywot pod jednym dachem z rodzicami. Pozornie nie dzieje się nic złego, bo rodzice zapewniają bezpieczeństwo materialne.

Dodaje, że młody człowiek ma czas, żeby się rozwijać, podróżować, ale niewielu w istocie z tych możliwości korzysta. W rezultacie wartość takiego człowieka na rynku pracy maleje, zamiast rosnąć.

Jakie są tego przyczyny? Przekonanie, że usamodzielnienie nie opłaca się oraz obiektywne trudności ze znalezieniem pierwszej pracy. - W pierwszym przypadku działa lęk przed opuszczeniem strefy komfortu, jaką daje mieszkanie z rodzicami - uzasadnia Artur Ragan.

Jego zdaniem jest to podejście krótkowzroczne. Kiedy taki człowiek staje przed nagłą koniecznością samodzielnego zdobycia pieniędzy na utrzymania, niewiele jest wart na rynku. Wiedza wyniesiona ze szkół zdążyła się zdewaluować, a doświadczenia i praktycznych umiejętności brak.

- Kokon znikł, a przepoczwarzenie nie nastąpiło - komentuje Artur Ragan.

Wygórowane wymagania

W Polsce z kolei coraz częściej mamy do czynienia z drugą przyczyną: rynek pracy nisko ceni kwalifikacje relatywnie młodych osób lub też oni sami mają wygórowane wymagania w stosunku do umiejętności.

- Wielu młodych ludzi bezskutecznie szuka zatrudnienia przez kilkanaście miesięcy. Dużo z nich popełnia kardynalne błędy już na etapie formułowania CV i nie próbują nawet ustalić, dlaczego nie są zapraszani na rozmowy kwalifikacyjne. W istocie nie chcą pracować, choć szukają pracy - uważa Artur Ragan.

Rośnie więc liczba młodych bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy, ale wzrasta również niechęć do pracy za 1,5 tys. zł brutto. Artur Ragan nie widzi zresztą w tym nic dziwnego. Po odjęciu kosztów dojazdów czy inwestycji w wygląd zostaje niewiele.

Dlatego często udają się na emigrację, ale to też nie jest rozwiązanie. Pracują za większe pieniądze, ale poniżej swoich aspiracji. Sęk w tym, że nadal nie podnoszą swojej wartości na rynku pracy i kiedy muszą podsumować dotychczasowe osiągnięcia, dochodzą do wniosku, że zapewnili sobie na obczyźnie odpowiedni standard ekonomiczny, lecz dalej stoją w miejscu.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

1 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

bez pracy 2013-03-22 13:51:48

To nie jest tak, że młodzi nie chcą pracować! Tylko śmiesznym jest to, że męczymy się po kilka lat na studiach, a potem nic z tego nie mamy. Młodzi studiują dziennie, bo nie stać ich na opłacenie czesnego na studiach zaocznych, więc kończą studia nie mając żadnego doświadczenia. A ci którzy studiują zaocznie, to mogą pochwalić się doświadczeniem co najwyżej w sklepie odzieżowym, bądź kawiarni, bo tylko tam dostali pracę, jako studenci. Po skończeni studiów przychodzi czas na znalezienie pracy... i co wtedy? Ano dostaje się propozycję pracy za 1300 zł. Tyle kasy, że nie wiadomo co z nią zrobić... Opłacić mieszkanie (800zł), zapłacić za internet telefon (100zł) i mamy aż 400 zł na przyjemności, z czego 500 zł potrzebujemy, aby mieć co do gara włożyć... a na koniec jeszcze się dowiesz, że młodzi nie chcą pracować...