Korpopolskość - co wyróżnia pracę Polaków w korporacjach?

Fantazja, spontaniczność, entuzjazm... Co Polacy wnoszą do międzynarodowej kultury korporacyjnej? A może nasza inność rozpływa się w kosmopolitycznym tyglu wielkiego biznesu?
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Korpopolskość - co wyróżnia pracę Polaków w korporacjach?

PODZIEL SIĘ


Autor: Mirosław Piątkowski/wnp.pl

wnp.pl

7 mar 2014 11:09


Drift to sport samochodowy (jazda w jak najgłębszym poślizgu kontrolowanym). W tej wywodzącej się z Japonii dyscyplinie furorę robią Polacy. Głównie z powodu cechującej nas odwagi, waleczności, ułańskiej fantazji. Niemcy, Brytyjczycy czy Włosi, owszem, zwykle mają lepiej przygotowane auta, ale to nasi kierowcy nie tracą głowy na najostrzejszych zakrętach i w najgorszych warunkach pogodowych.

Tak przynajmniej uważa Karolina Pilarczyk, jedyna polska licencjonowana zawodniczka, biorąca czynny udział w zawodach drifowych. Co więcej - zdaniem sportsmenki, która na co dzień pracuje jako informatyk w IBM, tą samą wyobraźnią, żywiołowością i dynamizmem wykazujemy się w biznesie i pracy.

- Tam, gdzie inni widzą niebezpieczeństwo, my dostrzegamy szansę i wyzwanie. Myślimy i reagujemy nieszablonowo, przez co jesteśmy mistrzami świata w wychodzeniu cało z sytuacji beznadziejnych. Do globalnych struktur wprowadzamy pewną lekkość i powiew świeżości - twierdzi.

W czym konkretnie ów powiew świeżości się przejawia?

- Najpierw działamy, potem pytamy o zgodę - odpowiada specjalistka IT. W sektorze nowych technologii wygląda to często tak: gdy nasi informatycy znajdą lukę czy błąd w systemie, nie zgłaszają problemu centrali. Po prostu: usuwają usterkę. A z ich konceptu, rozwiązania wkrótce korzysta cała korporacja.

Spontaniczność, elastyczność, umiejętność improwizowania... Według Solange Olszewskiej, szefowej spółki Solaris Coach & Bus, nie było rady: musieliśmy posiąść te cechy, by przetrwać zabory, okupację, potem ponad 40 lat komuny. A w nowej rzeczywistości politycznej i gospodarczej okazały się one bardzo pomocne i potrzebne. Choćby w korporacji.

- Przypomnijmy sobie święta w latach 70. czy 80. - sklepowe półki świeciły pustkami, a stoły w naszych domach uginały się pod ciężarem najpyszniejszych potraw. Ileż zaradności wymagało "zorganizowanie", by użyć słowa z tamtej epoki, tych wszystkich dobroci niedostępnych w oficjalnym handlu. Wyćwiczona wówczas rzutkość teraz procentuje - podkreśla prezes Olszewska.

Razem z mężem jest właścicielką jednej z największych w Europie firm produkujących pojazdy komunikacji miejskiej. A przecież jej kariera mogła się potoczyć zupełnie inaczej. W latach 1986-94 była adiunktem na Wydziale Stomatologii Dziecięcej Freie Universität Berlin. 

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA