Kazimierz Sedlak: Faktyczny odsetek bezrobotnych w Polsce jest jednym z najniższych w Unii

Zdaniem Kazimierza Sedlaka, eksperta rynku pracy, dane GUS-u są nieprecyzyjne, a problem rzeczywistego bezrobocia z Polsce praktycznie nie istnieje. Istnieją za to osoby "pozornie bezrobotne".
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Kazimierz Sedlak: Faktyczny odsetek bezrobotnych w Polsce jest jednym z najniższych w Unii

PODZIEL SIĘ


Autor: JP

15 gru 2015 19:49


Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, w październiku 2015 r. stopa bezrobocia wyniosła 9,6 proc. Warto jednak zaznaczyć, że ten termin w rzeczywistości odnosi się do tzw. bezrobocia rejestrowanego. Jest to liczba osób, które są zarejestrowane w urzędach pracy, nieważne z jakiego powodu.

Inne wyniki prezentuje Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności - obejmuje ono osoby w wieku 15-74 lat, które nie pracowały w okresie badania, aktywnie poszukiwały pracy i były gotowe ją podjąć w ciągu dwóch tygodni. Według tej metody stopa bezrobocia w strefie euro w III kwartale, wyniosła 10,7 proc., a w Polsce - 7,1 proc.

Zdaniem Kazimierza Sedlaka, wielu bezrobotnych rejestruje się wyłącznie dla ubezpieczenia czy różnego rodzaju dotacji. Poza tym, do wskaźnika bezrobocia wliczają się także osoby, które są w trakcie zmiany pracy, przeprowadzają się, czy zrobiły sobie czasowy odpoczynek.

- Tacy ludzie są wliczani do wskaźnika bezrobocia, choć tak naprawdę nie są bezrobotne. Tego typu "bezrobocie", które nie zaburza rynku pracy, wynosi od 3 do 5 proc. Gdy wskaźnik bezrobocia frykcyjnego wynosi około 3 proc., to oznacza to, że jest w praktyce pełne zatrudnienie - mówi Kazimierz Sedlak. - Prawdziwi bezrobotni to osoby bez umiejętności, bez kompetencji, bez doświadczenia, a nawet z różnymi deficytami, które zniechęcają pracodawców do zatrudnienia ich. Wiedza i doświadczenie pracownika są na rynku pracy swego rodzaju towarem, musi istnieć na nie popyt - podkreśla.

W jego opinii mamy również w Polsce problem osób pozornie bezrobotnych, które rejestrują się w urzędach pracy dla ubezpieczenia czy różnego rodzaju świadczeń i dotacji. - Jeśli takie osoby stanowią już połowę wszystkich bezrobotnych, to prawdopodobnie osiągnęliśmy już taki etap, że nie ma już prawdziwego bezrobocia, tylko są naturalne ruchy na rynku pracy, wynikające z indywidualnych decyzji ludzi - wyjaśnia Kazimierz Sedlak.

Zwraca uwagę, że prawdziwego bezrobocia nie zlikwidują programy rządowe w rodzaju "praca dla młodych".

- Państwo dopłaca pracodawcom do zatrudniania osób bezrobotnych, a powinno inwestować w takie osoby: rozwijać i kształcić je, aby podnieść ich wiedzę i umiejętności. Jak kogoś nauczymy na przykład obsługiwać obrabiarkę sterowaną numerycznie, to on bez problemu znajdzie pracę - przekonuje Sedlak. - Tymczasem kształcimy bezrobotnych w zakresie szukania pracy i pisania CV, a trzeba im dać zawód do ręki. Jeśli dopłacimy pracodawcy, by zatrudnił sprzątaczkę, to on ją za pół roku zwolni, bo sobie zatrudni kolejną, do której mu ponownie dopłacą. Jej sytuacja na rynku pracy nie poprawi się ani trochę - wyjaśnia.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA