Kandydat nie przychodzi na rozmowę kwalifikacyjną. Wina leży tylko po stronie rekrutowanego?

Rekruter zaprasza na spotkanie kilkanaście osób. Na rozmowę przychodzi kilka. Reszta nie powiadamia nawet o rezygnacji z rekrutacji. Dlaczego tak się dzieje i czy winy można szukać tylko po stronie kandydatów?
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Kandydat nie przychodzi na rozmowę kwalifikacyjną. Wina leży tylko po stronie rekrutowanego?

PODZIEL SIĘ


Autor: Justyna Koc

18 lip 2016 0:00


Zacznijmy od przykładu. Jeden z HR-owców prowadził rekrutację na trzy stanowiska: asystentki, account executive i przedstawiciela handlowego. Po przebrnięciu przez setki CV zdecydował, że na rozmowę kwalifikacyjną zaprosi 15 osób. Na umówione spotkanie przyszło 11 kandydatów. Ci z kolei, którzy zrezygnowali, nie powiadomili o tym potencjalnego pracodawcy.

Przykład ten nie jest odosobniony. Agnieszka Jóźwik, dyrektor personalna w firmie logistycznej Dachser, członek think tanku HR Influencers, zaznacza, że nadal zdarzają się sytuacje, gdy kandydat rezygnuje ze spotkania, ale nie informuje o tym – choć ich częstotliwość zdecydowanie zmalała.

– Mieliśmy taką sytuację w ubiegłym miesiącu. Jeszcze parę lat temu zderzaliśmy się z tym bardzo często, zwłaszcza na rynku warszawskim i poznańskim – mówi Agnieszka Józwik.

Czytaj też: Ciemna strona rynku pracownika. Specjaliści i menedżerowie nie szanują rekruterów?

Z kolei Agata Szenderowska-Morgen, konsultantka kariery Lee Hecht Harrison DBM Polska, szacuje, że około 10 proc. kandydatów do pracy w centrach usług SSC/BPO nie przychodzi na umówione spotkania, a nawet nie podejmuje pracy pomimo akceptacji oferty zatrudnienia.

Problem dla rekrutera

Takie sytuacje to spory problem dla HR-owców, zwłaszcza gdy kandydat idealnie pasował do poszukiwanego profilu. Wówczas bardzo często trzeba od nowa rozpoczynać proces rekrutacyjny.

– Takie podejście kandydatów bardzo mocno dezorganizuje pracę rekrutera – zwłaszcza wtedy, kiedy proces rekrutacyjny odbywa się w miejscu oddalonym o 200-300 km, gdzie musimy dojechać, a ktoś się „radośnie” i bezrefleksyjnie bez słowa wyjaśnienia po prostu nie pojawia – tłumaczy Agnieszka Józwik.

Dlaczego nie przychodzą?

Jak twierdzi Szenderowska-Morgen, zachowania kandydatów w dużym stopniu zależą od poziomu stanowisk, na które aplikują. – Największa niewiadoma, jeśli chodzi o przybycie kandydatów na rozmowy rekrutacyjne, dotyczy stanowisk najniżej płatnych. W tym przypadku motywacja jest zwykle po prostu najniższa – wyjaśnia.

Kolejna grupa, w której najczęściej występuje utrata kontaktu w procesie rekrutacji, to kandydaci w wieku 20-30 lat, którym brakuje umiejętności komunikacyjnych. – Dotyczy to zwłaszcza sytuacji formalnych, kiedy trzeba poinformować, że się rezygnuje z udziału w projekcie lub że wystąpiły czynniki zewnętrzne uniemożliwiające spotkanie. Większość osób woli zerwać kontakt niż wysłać krótką informację – komentuje ekspert Lee Hecht Harrison DBM Polska.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

3 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

NOSTRADAMUS 2016-07-20 14:03:39

Brak informacji o proponowanym wynagrodzeniu jest największym błędem HR -owców. Przychodzę na spotkanie, rozmowa, wymagania, długie godziny pracy i na koniec sedno... I co? Zmarnowałem 2 godziny na ofertę 2000 zł... Żenada. Nawet bym nie aplikował gdybym wiedział co potencjalny pracodawca proponuje. Większość HR -owców to przerost formy nad treścią. A już najbardziej mnie śmieszy gdy ktoś ledwo dukający po angielsku próbuje mnie sprawdzać z mojego drugiego języka ;)

Lalka 2016-07-19 11:20:06

Z innej strony: rekruter dzwoni, żeby się umówić na spotkanie następnego dnia. Telefon jest późnym popołudniem, a propozycja spotkania na następny dzień rano albo do południa. Rekruter wie, że osoba po drugiej stronie telefonu pracuje. Prośbę o przesunięcie terminu, przekazaną z uzasadnieniem rekruter bagatelizuje. Zazmnaczam, że nie jest to odosobniona sytuacja.

Ja 2016-07-18 13:54:43

Z drugiej strony: na ostatnie trzy "powiadomimy telefonicznie o wynikach rekrutacji w ciągu dwóch tygodni" dostałem jedną odpowiedź mailowo. Były to "poważne" międzynarodowe firmy z wyodrębnionymi działami HR.