Inżynierów mogą rekrutować nawet... teolodzy

Dobrego inżyniera nie jest łatwo znaleźć, nie łatwo też sprawdzić jego kompetencje. Komu powierzyć takie zadanie? I tu jest zaskoczenie...
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Inżynierów mogą rekrutować nawet... teolodzy

PODZIEL SIĘ


Autor: Jolanta Miśków

19 mar 2014 0:17


Okazuje się, że do sprawnej rekrutacji inżynierów wcale nie jest potrzebny drugi inżynier i może się tym zajmować nawet humanista. 

- Zdarza się, że rekrutacją inżynierów zajmują się osoby z wykształceniem humanistycznym, np. po psychologii, filozofii, a nawet teologii. Muszą jednak potrafić ocenić pewne kompetencje miękkie, sprawdzić czy ktoś będzie dobrym liderem, czy będzie umiał współpracować w grupie, czy jest osobą komunikatywną - mówi Tomasz Szpikowski, prezes Bergman Engineering.

Powód? Cała reszta nie podlega ocenie - to po prostu dopasowanie profilu kandydata do twardych wskaźników dotyczących wymaganego wykształcenia, doświadczenia i znajomości języka.

- Jeśli to wszystko jest zgodne i dopasowane, to prawdopodobieństwo, że źle wybierzemy jest bardzo małe. Zdecydowanie mniejsze, niż w przypadku stanowisk dla których ocena kompetencji miękkich jest kluczowa - wyjaśnia Szpikowski.

Również Katarzyna Kordoń, prezes K&K Selekt Centrum Doradztwa Personalnego twierdzi, że wstępnym procesem rekrutacji inżynierów może zajmować się praktycznie każdy.

- To są osoby, które dopasowują kandydatów do wymogów klienta i dokonują wstępnej weryfikacji danych zawartych w CV, sprawdzają referencje. Jeśli odbywają się rozmowy to z reguły są to rozmowy telefoniczne, prowadzone przez osoby, które przeszły szkolenia i są przygotowane do dialogu z chętnymi na stanowiska inżynieryjne - wyjaśnia Kordoń. - I przez takie szkolenie może przejść każda osoba, niezależnie od wykształcenia - dodaje.

Jest też inny powód dlaczego nie ma konieczności, aby na miejscu rekrutera była osoba z wykształceniem technicznym i inżyniera rekrutował inżynier, chemika chemik, a fizyka fizyk. Po prostu w większości przypadków, kompetencje kandydatów i ich praktyczne umiejętności sprawdzane są przez samego pracodawcę, u niego w firmie.

- Z reguły wysyłamy trzech najlepszych kandydatów, których wyłoniliśmy w procesie rekrutacji do zakładu klienta i on sam ich sprawdza. Zdarza się nawet, że chociaż potrzebował tylko jednego inżyniera - zatrudnia wszystkich trzech, bo z żadnego nie chce zrezygnować - mówi Szpikowski.

- To dobra metoda, ponieważ po pierwsze kandydat poznaje nowe środowisko pracy, więc może sprawdzić czy się w nim odnajdzie i czy w ogóle będzie chciał tam pracować, a z drugiej strony pracodawca nie przyjmuje nikogo „w ciemno" - wyjaśnia prezes Bergman Engineering.

- Przecież zawsze może się zdarzyć, że coś na linii pracodawca-pracownik nie zagra i współpraca nie wypali. Tego typu praktyka minimalizuje ryzyko takiego niedopasowania, oszczędza czas i pieniądze - dodaje.

Podobał się artykuł? Podziel się!

3 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

harry 2014-03-21 13:46:07

może autor miał na myśli inżyniera na stanowisku menadżerskim? trochę taka anty-reklama dla specjalisty z firmy o nazwie - patrz treść artykułu, Teolog czytający ze zrozumieniem dorobek zawodowy wykwalifikowanego inżyniera o wysokim stopniu specjalizacji w swojej profesji - to niesamowite zjawisko ;)

drugi inżynier 2014-03-21 00:55:09

Zgadzam się z przedmówcą.

inżynier 2014-03-19 13:04:16

Mój Boże, z pewnością humanista pisał ten artykuł, który z procesem weryfikacji miał do czynienia tyle co nic. Po co komuś inżynier o miękkich kompetencjach, skoro jego wiedza i umiejętności techniczne mogą być godne pożałowania, mimo ze skończył studia techniczne. Gdyby w procesie rekrutacji przesiewać tych wartościowych, tzn. zarówno o miękkich jak i twardych kompetencjach, byłoby mnie zwrotów i mniejsza rotacja. Ale oczywiście taki model jak w skazany w artykule, ma napędzać koniunkturę w branży HR, to oczywiste.

REKLAMA