Gdzie najwięcej barier związanych ze wzrostem zatrudnienia?

Od drugiego kwartału br. spada dynamika zwolnień grupowych; największa redukcja zatrudnienia wystąpiła w budownictwie i produkcji przemysłowej - powiedział wiceminister pracy Jacek Męcina podczas debaty "Rynek pracy 2013 - zapaść czy chwilowe załamanie?".
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Gdzie najwięcej barier związanych ze wzrostem zatrudnienia?

PODZIEL SIĘ


Autor: PAP

10 gru 2013 17:03


Jak mówił, ostrożność w zatrudnianiu charakteryzuje mocno polski rynek pracy. Ocenił, że najwięcej barier związanych ze wzrostem zatrudnienia dotyczy małych przedsiębiorstw. "Im większa firma, tym mniej barier związanych m.in. z dostępem do kapitału czy radzeniem sobie z gąszczem przepisów. Najciężej mają te firmy, które funkcjonują na południu i ścianie wschodniej" - podkreślił.

Według Męciny małe przedsiębiorstwa, które prowadzą działalność gospodarczą nie myślą o wyzwaniach w kategoriach rozwoju czy zwiększania zatrudnienia. "Nawet w roku 2007, roku wysokiego wzrostu, stosunkowo najmniejsza dynamika wzrostu zatrudnienia wystąpiła w sektorze mikroprzedsiębiorstw" - dodał.

Czytaj też: Coraz mniej ofert na rynku pracy

Zdaniem głównego ekonomisty Polskiej Rady Biznesu Janusza Jankowiaka każde załamanie cyklu koniunkturalnego powoduje duże perturbacje na rynku pracy. "Wzrost gospodarczy jest bardzo silnie sprzężony z absorbcją funduszy unijnych" - dodał. Ocenił, że zmiany na rynku pracy w ciągu ostatnich 25 lat są "gigantyczne", ale daleko odbiegają od gospodarek bardziej dojrzałych.

Prof. Uniwersytetu Warszawskiego Urszula Sztanderska zwróciła uwagę, że w okresie spadku koniunktury firmy tracą motywację do zatrudniania nowych pracowników, choć nie wynika to z przeszkód stricte finansowych. Podkreśliła, że przedsiębiorstwa chronią przede wszystkim tych pracowników, którzy mają specyficzne kompetencje. "Natomiast masowo zwalniane są osoby o niższych kompetencjach" - dodała.

W opinii eksperta Konfederacji Lewiatan Jeremiego Mordasewicza menadżerowie firm często podejmują decyzje o redukcji swoich pracowników z opóźnieniem. Gospodarka rośnie, przedsiębiorcom wydaje się, że będzie ona stale rosła, a sygnały, że już nie rośnie, docierają do nich z opóźnieniem - wyjaśnił. Wówczas - jak dodał - pracodawcy najpierw nie dają swoim pracownikom godzin nadliczbowych, potem zwalniają osoby pracujące na umowy zlecenie, następnie posiadaczy umów terminowych, a na końcu - umów stałych.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.