Brakuje obuwników i kaletników. Młodzi nie garną się do tych zawodów

Odradzająca się w Radomiu branża skórzana zaczyna cierpieć na deficyt wykwalifikowanych pracowników. Tymczasem szkoły kształcące uczniów w zawodach np. obuwnika czy kaletnika mają problemy z naborem. Młodzi ludzie nie garną się do nauki w tych profesjach.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Brakuje obuwników i kaletników. Młodzi nie garną się do tych zawodów

PODZIEL SIĘ


Autor: PAP

21 paź 2014 8:44


Prezydent Ogólnopolskiej Izby Branży Skórzanej w Radomiu, Kazimierz Klepaczewski podkreśla, że branża ta znowu zaczyna się rozwijać. Obecnie w regionie radomskim działa ponad sto firm zajmujących się m.in. garbarstwem, futrzarstwem, galanterią skórzaną oraz produkcją obuwia. Prezydent izby zaznacza, że większość z nich powstała na bazie upadłych w latach 90. zakładów, m.in. słynącego w całej Polsce z produkcji obuwia Radoskóru.

- Na gruzach dużych zakładów skórzanych powstały małe, rodzinne firmy, które przystosowały się do wymogów rynku - wyjaśnia Klepaczewski.

Czytaj też: Kaletnictwo znów wraca do łask

Dodaje, że firmy te przejęły wówczas część dobrze wykwalifikowanych pracowników upadłych przedsiębiorstw. Problem jednak - jego zdaniem - tkwi w tym, że wykwalifikowani pracownicy zaczynają odchodzić na emeryturę, a na ich miejsce brakuje nowych osób z przygotowaniem zawodowym.

Na kłopoty ze znalezieniem pracowników narzeka Marek Malinowski, właściciel działającej od 25 lat w Radomiu firmy obuwniczej. - Pięć, dziesięć lat temu uważałem, że nie ma problemu z pracownikami, miałem stos podań o zatrudnienie w mojej firmie. Teraz zmieniam zdanie: jest coraz gorzej. Już rozglądam się za młodymi fachowcami, jest jednak duży kłopot ze znalezieniem wstępnie wyszkolonych młodych ludzi - mówi Malinowski.

Pracowników branży skórzanej poszukują też "pośredniaki" . W Powiatowym Urzędzie Pracy w Radomiu są oferty dla szwaczek w branży skórzanej, cholewkarzy czy strugaczy skór.

- Zapotrzebowanie jest duże, ale chętnych do pracy brakuje. Starzy pracownicy się wykruszają, młodzi albo nie chcą takiej pracy, albo nie mają kwalifikacji - mówi Dariusz Strzelec z PUP w Radomiu.

Jego zdaniem wpływ na małe zainteresowanie ofertami mogą mieć stosunkowo niskie zarobki: cholewkarzowi proponuje się płacę minimalną, szwaczce ok. 1700-2500 tys. zł, a strugaczowi skór 3 tys. zł brutto.

Szef Ogólnopolskiej Izby Branży Skórzanej uważa, że szkolnictwo zawodowe zaczęło chylić się ku upadkowi po reformie wprowadzonej w latach 90. - Szkoły zawodowe szkolące obuwników, garbarzy czy kaletników zaczęły mieć problem z naborem i nie mogą sobie z tym poradzić do tej pory - mówi Klepaczewski.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA