Automatyzacja procesu rekrutacyjnego. Selekcjonowani przez roboty kandydaci nie potrafią znaleźć pracy

Szukasz pracy, regularnie przeglądasz oferty w Internecie, aplikujesz zgodnie z posiadanymi kwalifikacjami i nic się nie dzieje? Podobny problem ma coraz większa rzesza kandydatów.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Automatyzacja procesu rekrutacyjnego. Selekcjonowani przez roboty kandydaci nie potrafią znaleźć pracy

PODZIEL SIĘ


Autor: Jacek Zimnicki

4 sie 2015 10:59


Pomimo spełniania kryteriów podanych w ogłoszeniach nikt nie reaguje na wysyłane przez kandydatów aplikacje. Zjawisko jest niezrozumiałe i budzi spore emocje. Wiele osób pyta: „Co jest ze mną nie tak?” Przecież media piszą już od pewnego czasu o pozytywnych wskaźnikach gospodarczych, poprawie na rynku pracy, rosnącej ilości ofert publikowanej przez pracodawców. Skąd więc ta sytuacja?

Systemy śledzenia aplikacji

Główną przyczyną są technologiczne zmiany w procesach selekcji, za którymi nie nadąża duża część kandydatów. Pojawiły się one dzięki rozwojowi rozwiązań IT w odpowiedzi na dynamiczny wzrost ilości aplikacji, jakie zaczęli otrzymywać pracodawcy i firmy rekrutacyjne. Dzięki internetowi szukanie ofert i aplikowanie nigdy nie było takie proste jak dziś.

Jednym z efektów ubocznych jest ogromny przyrost zgłoszeń nieadekwatnych, nadsyłanych przez osoby nie posiadające wymaganych kwalifikacji. Z drugiej strony, rosnące wymagania pracodawców skłaniają wielu pracowników do ciągłego rozwoju i poszerzania kompetencji. I tak na oferty, na które kiedyś reagowało kilkudziesięciu kandydatów, dziś nadsyłane są setki aplikacji.

Czytaj też: Na jakie elementy CV zwracają uwagę rekruterzy?

Odpowiedzią na nową sytuację było stworzenie systemów śledzenia aplikacji (ang. applicant tracking systems, w skrócie ATS), czyli programów służących automatyzacji procesu rekrutacyjnego. Główną zasadą ich działania jest wyszukiwanie dokumentów najbardziej dopasowanych do założonych kryteriów, definiowanych przede wszystkim przy pomocy kluczowych słów i fraz.

Zastosowane po raz pierwszy pod koniec XX wieku, stopniowo coraz bardziej się upowszechniają. Są z pewnością tańszym rozwiązaniem niż zatrudnianie kolejnych osób do przeprowadzania żmudnego procesu selekcji życiorysów.

CV nie czyta rektuter

Pomimo tych zmian autorzy CV w zdecydowanej większości wciąż wyobrażają sobie, że aplikacje będą czytane i oceniane przez ludzi. Dlatego też nadal stosują rozwiązania edycyjne wypracowane w ubiegłym stuleciu.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.