W czołgu jeszcze nie siedziałam. Wszystko przede mną

Na poziomie menedżerskim czy specjalistycznym nie ma czegoś takiego jak męska czy kobieca branża - uważa Agnieszka Rajczuk-Szczepańska, wiceprezes ds. HR w Grupie Bumar. Jest przykładem na to, że kobieta może pracować wszędzie.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

W czołgu jeszcze nie siedziałam. Wszystko przede mną

PODZIEL SIĘ


Autor: Damian Baran

4 mar 2013 8:03


Kobieta jako kierowca autobusu, budowlaniec czy chociażby żołnierz już dzisiaj mało kogo dziwi. Panie podejmują się coraz odważniejszych wyzwań.

- Do pracy w przemyśle ciężkim kształcili się kiedyś głównie mężczyźni, więc oni najczęściej w nim pracują. Kobiety tam też się pojawiają, ale w mniejszym stopniu, częściej przy zadaniach wymagających precyzji i cierpliwości - tłumaczy Agnieszka Rajczuk-Szczepańska. - Wszystko zależy jednak od tego, jakich kompetencji potrzebuje firma na danym etapie swojego rozwoju.

Bumar jest czołowym dostawcą i eksporterem uzbrojenia oraz sprzętu wojskowego. Amunicja, rakiety, systemy radiolokacji czy czołgi - to handlowa aktywność spółki. Skąd więc w takim miejscu kobieta?

Wiceprezes pamięta siebie w szkole podstawowej i średniej jako osobę ukierunkowaną matematycznie, fizycznie, chemicznie i przyrodniczo. Później jednak studiowała psychologię. Do Bumaru trafiła, bo poszukiwała zmiany.

- Pracowałam już bardzo długo w poprzedniej firmie. Sporo tam osiągnęłam. Potrzebowałam więc nowych wyzwań - wyjaśnia. - Kiedy pojawiła się szansa na połączenie własnego rozwoju i skutecznego działania na poziomie zarządu oraz możliwość zrobienia czegoś dobrego dla kraju - przeważyło to o decyzji, żeby się starać o to stanowisko.

I pracuje już w spółce pół roku. Jak podkreśla, została bardzo ciepło przyjęta. - Ale w jakimś sensie zabiegałam o to przyjęcie. Nie siedziałam w gabinecie i nie czekałam, aż ktoś do mnie przyjdzie, ale sama chodziłam do ludzi. Przywitałam się osobiście ze wszystkimi - relacjonuje Rajczuk-Szczepańska. - Było też dużo wyjazdów do spółek. Bardzo zależało mi, żeby poznać firmę od strony człowieka. Oczywiście to wszystko mało, bo ludzi jest bardzo dużo i z pewnością nie poznałam jeszcze wszystkich.

Nie zdążyła także zapoznać się z wnętrzem czołgu. - Ciągle mnie to omija. Panowie z fabryki w Łabędach obiecują jednak, że tak się stanie - śmieje się wiceprezes. - Latem często jeździłam tam i nawet raz był już zorganizowany poligon, ale obowiązki zawodowe nie pozwoliły mi na to. Myślę, że w tym roku już uda się zrealizować ten plan. Już nawet moje dzieci mnie dopingują. Mówią: mamo, musisz nam powiedzieć, jak jest w czołgu.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA