Urbański: Nowy przemysł oferuje pracę dużo gorszej jakości

- Firmy takie jak VW, Bridgestone czy producent przetworów rybnych Lisner celowo sięgają po zasoby taniej pracy w dotkniętych bezrobociem rejonach Wielkopolski - twierdzi Jarosław Urbański, socjolog.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Urbański: Nowy przemysł oferuje pracę dużo gorszej jakości

PODZIEL SIĘ


Autor: jm

22 wrz 2014 11:42


Jak mówi w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej", Jarosław Urbański, kiedy w latach 90. kopalnie zostały zamknięte, bezrobocie wymknęło się spod kontroli, powodując napięcia społeczne i emigrację. Później pojawiły się Specjalne Strefy Ekonomiczne, a wraz z nimi takie marki jak: Toyota, IBM, Whirlpool, Colgate czy Elektrolux - tu przykładem Wałbrzyska Specjalna Strefa Ekonomiczna.

W Poznaniu natomiast przemysł ciężki został zastąpiony przez szeroko rozumiany przemysł motoryzacyjny i firmy takie jak Volkswagen, MAN, Solaris czy producenta opon Bridgestone. Jednak jak zauważa socjolog - nowy przemysł oferuje pracę dużo gorszej jakości.

Czytaj też: Firmy stworzą ponad 330 nowych miejsc pracy w wałbrzyskiej SSE

- Firmy takie jak VW, Bridgestone czy producent przetworów rybnych Lisner celowo sięgają po zasoby taniej pracy w dotkniętych bezrobociem rejonach Wielkopolski. Są gotowi nawet sami zorganizować transport ludzi z podpoznańskiej prowincji. To przepis na pracownika taniego i niezorganizowanego, często bez doświadczenia - mówi dla "DGP" Urbański.

Czytaj też: Praca tymczasowa to gwarancja terminowej wypłaty wynagrodzenia

- Na dodatek pracowników werbuje się często poprzez agencje pracy tymczasowej. W 2011 r. w takich agencjach zarejestrowanych było ok. 1,8 mln ludzi. W praktyce są to takie współczesne giełdy pracy, których racją istnienia jest obniżenie kosztu siły roboczej do najniższego z możliwych i maksymalne zwiększenie jej elastyczności. Również dzięki strategii wymuszania konkurencji między pracownikami - dodaje.

Zdaniem socjologa, nowy poznański przemysł motoryzacyjny do perfekcji opanował technikę pozyskiwania taniej pracy, np. wykorzystał duże bezrobocie na obrzeżach województwa wielkopolskiego i gotowość polityków do wprowadzania zmian instytucjonalnych na rynku pracy. A stary przemysł nie mógł sobie na to pozwolić, bo musiał dotrzymać umowy ze swoimi dotychczasowymi pracownikami i całą załogą.

- W Solarisie - z tego co mi wiadomo - związków zawodowych nie ma. A zatrudnieni w tej firmie ludzie, z którymi mam kontakt, mówią, że szefostwo nawet nie ukrywa swojego negatywnego nastawienia do organizacji pracowniczych (...) To sposób utrzymywania przewagi nad pracownikiem. Żeby się przypadkiem nie skrzyknął z kolegami i nie zaczął stawiać postulatów płacowych albo socjalnych - wyjaśnia socjolog.

Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.