Podczas obchodów Barbórki górnicy nie mają powodów do radości

- Nie ma się z czego cieszyć, bo niestety górnictwo się kończy - mówią górnicy podczas swojego święta. - Chcemy po prostu pracować i dostawać wynagrodzenie za swoją pracę, ale żeby politycy i żeby wszyscy zrobili tak, żeby było dobrze.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Podczas obchodów Barbórki górnicy nie mają powodów do radości

PODZIEL SIĘ


Autor: PAP/JP

4 gru 2015 9:06


Mijający rok upłynął na Śląsku pod znakiem gigantycznych problemów spółek węglowych, zmian na stanowiskach ich szefów, zagrożenia wypłat, porozumienia poprzedniego rządu ze związkami zawodowymi, gwałtownych protestów w Jastrzębiu Zdroju.

W pierwszych trzech kwartałach górnictwo węgla kamiennego miało 1,674 mld zł straty. Przyszłość wciąż niepewna, 95 tys. zatrudnionych w polskim górnictwie czeka na decyzje rządu Beaty Szydło.

Stan zatrudnienia w górnictwie na przestrzeni lat. Stan zatrudnienia w górnictwie na przestrzeni lat.

- Już nie ma się z czego cieszyć, bo niestety górnictwo się kończy - ocenia z żalem nadsztygar Stanisław Kachniarz z kopalni Wieczorek w Katowicach. To jedna z najstarszych polskich kopalń, żywicielka wielu pokoleń mieszkańców Giszowca i Janowa. Po 189 latach istnienia jej koniec jest już bliski - ma fedrować do 2020 r.

Nieszczęśliwe wypadki

- Sytuacja jest trudna, jest ciężko, ale tradycję Barbórki będę zawsze podtrzymywał, zwłaszcza, że wywodzę się z górniczej rodziny - zapewnia Marek Braszczok z Wieczorka. 4 grudnia wspomina się też zawsze tych, co odeszli już "na wieczną szychtę".

- To jest górnictwo, spotykamy się z tym na co dzień, ale musimy iść do przodu - mówi Braszczok.

Do 30 listopada w całym polskim górnictwie zginęło 16 górników, z czego w kopalniach węgla kamiennego - 10. W całym ubiegłym roku liczby te wyniosły odpowiednio - 30 i 20.

Najgłośniejszym echem odbił się kwietniowy wypadek w części kopalni Wujek, tzw. ruchu Śląsk, w wyniku którego zginęli dwaj górnicy. Najpotężniejszy wstrząs od ponad 30 lat w polskim górnictwie, ogromna skala zniszczeń, najdłuższa, trwająca 67 dni akcja. Mimo zaangażowania wielkich sił i środków 36-letniego sztygara i 44-letniego ślusarza nie udało się uratować - choć przeżyli wstrząs, prawdopodobnie zabrakło im powietrza.

Podczas niedzielnej barbórkowej mszy świętej w kościele pw. Św. Barbary w Katowicach metropolita katowicki wspominał tę akcję ratowniczą.

- Może służyć jako książkowy przykład tego, co nazywamy solidarnością górniczą. Nakazuje ona iść po zasypanych na dole kolegów, nie bacząc na zagrożenia, ryzyko i koszty - mówił abp Wiktor Skworc.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

1 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

Jacek 2015-12-04 14:19:22

I co ni teraz biedne bidulki poczną? Pewnie nie będzie co dzieciom do garnka włożyć. Trzynastki, czternastki, deputaty węglowe, dodatki to pewnie za mało!! Niech spróbują za 2tys zł pożyć to zobaczymy co wtedy!!