Jak prezes Taras zderzył się ze ścianą

Mirosław Taras został odwołany nie tylko dlatego, że odniósł się krytycznie do sytuacji w KW i całym polskim górnictwie, ale głównie z tego powodu, że w obecnym rządzie premier Ewy Kopacz nie było nikogo, kto by się za nim zdecydowanie wstawił.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Jak prezes Taras zderzył się ze ścianą

PODZIEL SIĘ


Autor: wnp.pl

wnp.pl

24 lis 2014 10:11


Borykająca się z ogromnymi problemami, zatrudniająca ok. 55 tys. osób Kompania Węglowa, stanowi tykającą bombę, której wybuch oznaczać może początek społecznych niepokojów. Tych za wszelką cenę chcą uniknąć rządzący, którym spokój społeczny w górnictwie, daje pewien komfort rządzenia.

Mirosław Taras był w pierwszych miesiącach tego roku mocno namawiany przez polityków, by podjął się kierowania największą górniczą spółką w Polsce i Europie. Taras od początku wiedział, że bez mocnego wsparcia właściciela nic nie zrobi. Dziś widać, że tego wsparcia Tarasowi zabrakło.

- Prezes Taras krytycznie wypowiadał się wiele razy i mówił, że potrzebuje wsparcia od właściciela - zaznaczył w rozmowie z portalem wnp.pl prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego.

- W tym wsparcia finansowego, a jak nie, to wszelkiego innego rodzaju wsparcia, jakie właściciel mógłby zaoferować. Nie dano prezesowi Tarasowi szansy, by mógł się wykazać. A przecież, jeżeli kogoś się powołuje, to powinno takie powołanie oznaczać, że obdarza się powołaną osobę zaufaniem i daje się jej działać. Wsparcia się nie doczekał, tylko doczekał się odwołania - podkreślił prof. Marek Szczepański.

Czytaj też: Mirosław Taras został odwołany. Nie jest już prezesem Kompanii Węglowej

Sam Mirosław Taras był dobrze oceniany w środowisku górniczym, jako ten, który rozpędził na rynku Lubelski Węgiel Bogdankę. Taras nie miał złudzeń i od początku wiedział, że bez mocnego wsparcia ze strony właściciela niczego w Kompanii dokonać nie sposób.

Mówił o tym portalowi wnp.pl zanim został prezesem zarządu Kompanii Węglowej.

- W Kompanii potrzeba ostrych działań, ale bez wsparcia właścicielskiego, bez zrozumienia związków, nic się nie zrobi - dobitnie zaznaczył w rozmowie z portalem wnp.pl z 21 marca br.

- Twierdziłem i nadal twierdzę, że wydajność części kopalń śląskich jest bardzo niska. A wynagrodzenia nie przystają do osiąganej wydajności, są za wysokie. Można dużo płacić, ale za wydajną i efektywną ekonomicznie pracę. Nadmierne zatrudnienie wynika z bardzo niskiej wydajności i koło się zamyka. Inna sprawa to trudne warunki górniczo-geologiczne na Górnym Śląsku. Eksploatuje się tam pokłady węgla nie bacząc na koszty - ocenił Mirosław Taras.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.