Wojna o OFE jeszcze się nie skończyła

- Dzisiaj OFE przypominają tłuste koty - pieniądze zapewnione, ryzyko niewielkie, prowizja - spora, pensje - wysokie - mówi Leszek Miller, przewodniczący SLD w rozmowie z Adamem Sofułem i Jackiem Ziarno.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Wojna o OFE jeszcze się nie skończyła

PODZIEL SIĘ


Autor: WNP.pl (Adam Sofuł, Jacek Ziarno)

wnp.pl

7 paź 2013 8:35


Zmiana reguł działania OFE to poważna „operacja księgowa”, odciążająca budżet państwa. To się SLD podoba.

- Jak się szacuje, to 8 pkt procentowych mniej długu w relacji do PKB. Dla nas jednak wprowadzenie zasady dobrowolności stanowi rzecz fundamentalną. Notabene: jestem ciekaw, czy rząd ma precyzyjny plan rozgrywania niezwykle trudnej operacji.

Wojna jeszcze niezakończona?

- Oczywiście. Nie zabraknie w mediach brutalnych ataków na autorów ograniczenia OFE. Za wersją zachowania status quo lub kosmetycznych zmian stoją pewne kręgi finansowe i wielkie pieniądze. To wyjątkowo bezczelne i aroganckie, że ludzie, którzy przejęli miliardy zł na swoje pensje, premie, zyski, mają czelność bronić tej instytucji!

Czytaj też: Potrzeba zmian w systemie emerytalnym

Proszę przypomnieć, bo jakoś nie pamiętamy: kto wprowadzał OFE...

- Koncepcja pojawiła się, kiedy byłem ministrem pracy. Wówczas to pełnomocnicy MFW i różnych kręgów finansowych próbowali nas namówić na rozwiązanie, które zainstalowali w Chile. Dopóki byłem ministrem, mowy o wcieleniu go w życie nie było, ale w końcówce rządu Włodzimierza Cimoszewicza przyjęto zasadnicze założenia tego pomysłu - z tą wszakże zasadą, by zachować dobrowolność przynależności do OFE.

Przypomnijmy, że rząd premiera Cimoszewicza bynajmniej nie był prawicowy… Było pęknięcie wewnątrz formacji?

- Nie pamiętam: w Sejmie albo wstrzymaliśmy się od głosu, albo głosowaliśmy „za”, bo było to przedłożenie rządowe, zresztą lobbowane przez ówczesnego pełnomocnika tej reformy, Jerzego Hausnera. Ale potem - gdy nastał rząd Buzka, a ja byłem szefem klubu parlamentarnego - w 1999 r. już nikt z SLD nie głosował za tymi rozwiązaniami. I znów: uważaliśmy, że zasada obligatoryjności jest nie do przyjęcia.

Cały artykuł czytaj tutaj.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA