Urzędy walczą z bezrobociem, czy raczej obsługują bezrobocie?

Roczny koszt utrzymania (zasiłki) oraz zachęcania bezrobotnych do szukania pracy to blisko 11 mld złotych. Właśnie tyle w tym roku zaplanowano wydać z Funduszu Pracy na aktywizację bezrobotnych, których liczba przed wakacjami wynosiła ponad 2 mln 176 tys.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Urzędy walczą z bezrobociem, czy raczej obsługują bezrobocie?

PODZIEL SIĘ


Autor: jm

24 lip 2013 12:22


Biorąc pod uwagę liczbę bezrobotnych Polaków, to utrzymanie i aktywizacja jednej osoby bez posady, która jest zarejestrowana w Powiatowym Urzędzie Pracy, kosztuje 5 tysięcy złotych rocznie. Budżet Funduszu Pracy stanowią składki pracodawców, które płacą oni za pracowników etatowych lub działających na zlecenie.

Jak wynika z informacji podanych przez Money.pl, sumy mogą wydawać się spore, ale okazuje się, że w Unii Europejskiej jesteśmy na szarym końcu, jeżeli chodzi o kwoty przeznaczane na znajdowanie ludziom pracy. Z danych Eurostatu wynika, że Polska wydaje około 0,4 proc. swojego PKB na pomoc bezrobotnym (wypłata świadczeń, koszty przekwalifikowania i kursów zawodowych, itp.).

Wraz z Rumunią jest to najmniej wśród krajów unijnych wydawany w tej dziedzinie. Średnia dla całej Unii to 1,7 proc. PKB. Najwięcej na pomoc bezrobotnym, także w szukaniu pracy wydają Belgowie - równowartość blisko 3,8 proc. PKB.

- Niestety w bardzo dużej mierze te pieniądze wydawane są bezsensownie - mówi portalowi Money.pl Marcin Nowicki, ekspert Instytutu Badań nad Gospodarka Rynkową.

- Naszym decydentom brakuje politycznej odwagi by stwierdzić, że nie każdemu pomoc się należy i ogłosić koniec z płaceniem wszystkim, którzy tylko zarejestrują się jako bezrobotni. Zresztą sporej części z nich wcale nie zależy na znalezieniu pracy za pośrednictwem urzędu. Rejestrują się tylko dla ubezpieczenia. Jak szacuje, takich osób wśród ponad dwóch milionów Polaków bez pracy może być nawet 600-700 tysięcy - wyjaśnia.

Jako główny dowód na to, że polski system aktywizacji bezrobotnych to marnotrawienie pieniędzy, Nowicki wskazuje na jego tzw. przeżywalność, czyli skuteczność utrzymanie pracy przez przeszkolone osoby lub taki, którym sfinansowano utworzenie własnej firmy. Podczas gdy na Zachodzie ta skuteczność sięga średnio 80 proc., w Polsce waha się od 30 do 50 proc.

Nie bez racji pozostają słowa ministra Jacka Rostowskiego, że zamiast pompować pieniądze do urzędów, woli wydać je na wspieranie małych i średnich firm, tak by tworzyły nowe miejsca pracy i pobudzały koniunkturę. Stopa bezrobocia - co widać poniżej - o wiele bardziej zależała od kondycji gospodarki, czyli dynamiki PKB, niż od tego, ile wydano na aktywizację bezrobotnych. Im gospodarka zwalniała, a firmy plajtowały, bezrobotnych szybko przybywało.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.