Uniwersytet Warszawski, a umowy śmieciowe. Naukowcy protestują

Pracownicy Uniwersytetu Warszawskiego apelują do rektora uczelni, by ten nie zatrudniał ich na podstawie umów o dzieło. Walczą także o interesy studentów, absolwentów i sprzątaczek.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Uniwersytet Warszawski, a umowy śmieciowe. Naukowcy protestują

PODZIEL SIĘ


Autor: PAP/Gazeta Wyborcza

25 lis 2014 9:03


Zdaniem naukowców - nie jest możliwe wyznaczanie standardów moralnych - podczas gdy pracują oni ma umowach śmieciowych.

Czytaj też: PIP alarmuje: Powinni zatrudniać na etat, a dają ludziom umowy śmieciowe

Z inicjatywą napisania listu do władz uczelni wyszedł Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej. Powstał on przed rokiem w obronie upadających kierunków humanistycznych.

Czytaj też: NBP: Umów śmieciowych w Polsce wcale nie jest tak dużo

Teraz naukowcy chcą sprawiedliwego zatrudniania dla studentów i absolwentów, a także sprzątaczek – szczególnie tych pracujących dla firm zewnętrznych.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

2 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

~ z UW 2014-11-27 14:49:03

Uczelnie się demoralizują zgodnie z zasadą "gdzie nie ma kota, tam myszy harcują". MNiSW nie wypełnia właściwie funkcji nadzoru, nie ma więc powodu do troski o zasady. Mam duże doświadczenie w walce z uczelnią, i to tą samą co opisana, o elementarne przysługujące mi prawo ustawowe. Arogancja władz uczelni sięgnęła zenitu - zlekceważyli orzeczenie sądu administracyjnego. To jest grupa nie liczących się z niczym ludzi, którym się wydaje , że stoją ponad prawem i zasadami etyki.

-dfgh 2014-11-25 12:33:24

Nie tylko Uniwersytet Warszawski zatrudnia na umowy o dzieło. To taka nowa "moda" na wielu uczelniach. Ja byłam przez kilka lat zatrudniona na umowę o dzieło w Uniwersytecie Jana Kochanowskiego - wykonywałam tę samą pracę, co moi koledzy na etatach wykładowcy, z jedynym wyjątkiem - nie byłam obciążana pracą administracyjną w wakacje. W tym czasie pisałam doktorat, na który nie miałam czasu, bo obciążenia na uczelni miałam ponad dwukrotnie większe niż na stanowisku asystenta. Przez te kilka lat uczelnia nie płaciła za mnie składek ZUS, a odpłatność za godzinę prowadzonych dla studentów zajęć wynosiła 24 zł netto (to było 3 lata temu, te stawki w tej chwili są z tego co wiem identyczne). Uważam, że jest to częściowo wina władz uczelni, która kompletnie nie interesuje się tym, w jakiej sytuacji są pracownicy, z drugiej strony jest to wynik polityki rządu, który uważa, że uczelnie powinny sobie radzić same - no i radzą, zatrudniając na normalnych umowach profesorów, a resztę na śmieciówkach - albo, co jest kolejną patologią, obciążając pracą na "praktykach" doktorantów - którzy w większości nie otrzymują żadnego stypendium i którym takie "praktyki", oczywiście w maksymalnym wymiarze, czyli ponad połowa godzin etatu asystenta często uniemożliwiają podjęcie normalnej pracy.