Społeczna inspekcja pracy – konieczność czy relikt przeszłości?

Krytycy społecznej inspekcji pracy twierdzą, że jest to relikt przeszłości i nie przystaje do obecnych realiów, w jakich funkcjonują nowoczesne firmy.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Społeczna inspekcja pracy – konieczność czy relikt przeszłości?

PODZIEL SIĘ


Autor: GK

12 lip 2013 20:27


Celami działania istniejącej od 30 lat społecznej inspekcji pracy są: dążenie do zapewnienia przez pracodawcę bezpiecznych i higienicznych warunków pracy oraz ochrona uprawnień pracowniczych. Tak wygląda teoria. A jak to jest w praktyce?

Krytycy SIP-ów wskazują, że jest to relikt przeszłości i nie przystaje do obecnych realiów, w jakich funkcjonują nowoczesne firmy. Prawo zagwarantowało społecznym inspektorom pracy dużo przywilejów, m.in. ochronę stosunku pracy, a w związku z tym, że kadencja SIP-ów wynosi 4 lata, w znacznym stopniu utrudnia to pracodawcy zarządzanie kadrami.

Co więcej, przepisy nie określają maksymalnej liczby SIP-ów. Ustawa nie wskazuje też na to, przy jakim stanie zatrudnienia powinna być wybierana społeczna inspekcja pracy. Zgodnie z przepisami, to związki zawodowe, mające wyłączną kontrolę nad SIP-ami, dostosowują ich organizację do potrzeb wynikających ze struktury firmy.

Prawo wymaga tylko dokonania wyboru jednego zakładowego inspektora pracy, natomiast liczba oddziałowych i grupowych inspektorów może kształtować się na całkowicie dowolnym poziomie.

- Nie kwestionujemy zasadności funkcjonowania SIP-ów w przedsiębiorstwach. Niemniej powoływanie przez związki zawodowe dużej liczby społecznych inspektorów jedynie dla uzyskania ochrony miejsca pracy i ich niejasny wybór powodują, że ustawa dotycząca tej instytucji wymaga zdecydowanej przebudowy - twierdzi Tomasz Misiak, wiceprezydent Pracodawców RP.

Przykładem firmy, która boryka się z kwestią nadreprezentatywności SIP-ów, jest Orange (Telekomunikacja Polska).

- Wzrost liczebności społecznych inspektorów pracy w naszej firmie jest bardzo niepokojący - przyznaje Jacek Kowalski, członek zarządu Telekomunikacji Polskiej ds. Zasobów Ludzkich.

Jak dodaje, początkowo grupa ta stanowiła 1 proc. ogółu zatrudnionych, a dziś jest to już 4,5 proc.

- W sumie w TP mamy aż 668 SIP-ów. Przyjrzeliśmy się ich aktywności. Okazało się, że w ciągu roku podjęli oni 70 interwencji, niemal w stu procentach dotyczących bardzo drobnych, administracyjnych kwestii - mówi Jacek Kowalski.

W jego opinii największym problemem jest to, że społeczni inspektorzy pracy nie mają nad sobą jakiejkolwiek kontroli organu niezależnego. Poza tym sprawowana przez nich funkcja i przywilej związany z ochroną przed wypowiedzeniem umowy o pracę dyskryminuje pozostałą część załogi, która często nawet nie wie, kto w jej imieniu pełni tę funkcję.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA