L-4 nowej ery, czyli o co chodzi z tymi e-zwolnieniami?

Od stycznia 2016 stopniowo będą wprowadzane e-zwolnienia lekarskie. Mają one ograniczyć nieprawidłowości przy ich wystawianiu. O jakich uchybieniach mowa i w jaki sposób zostaną ukrócone? Nie do końca wiadomo, chyba że chodzi o zwiększenie liczebności zastępów kontrolerów. Im bowiem na pewno przybędzie pracy.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

L-4 nowej ery, czyli o co chodzi z tymi e-zwolnieniami?

PODZIEL SIĘ


Autor: Artur Ragan

10 sie 2015 20:32


Każdy sposób na usprawnienie obiegu dokumentacji i zmniejszenie ilości produkowanego papieru jest mile widziany. Sęk w tym, że na początku system ZUS nie będzie zintegrowany ze szpitalnymi i lekarz będzie musiał zwolnienie wpisać do dwóch różnych, więc najprawdopodobniej biurokracji medykom przybędzie. A już mają jej zbyt wiele.

E-zwolnienia ułatwią kontrolę pracownika?

E-zwolnienia umożliwią niezwłoczną kontrolę pracownika przebywającego na zwolnieniu i to wszystko. Teoretycznie będzie to możliwe zaraz po zarejestrowaniu zwolnienia w systemie. Co jeśli lekarz podczas wizyty domowej nie ma dostępu do internetu? Wystawia papierowe zwolnienie, które ma zarejestrować w ciągu 3 dni w systemie. Czyli przybywa mu pisania. O to chodziło?

Do tego dochodzi kwestia danych osobowych – trudno wyobrazić sobie bardziej „wrażliwe” dane niż te dotyczące stanu zdrowia. Współczuję osobie, która weźmie odpowiedzialność za przepływ tych danych pomiędzy systemami, zwłaszcza, że dla hakerów to będzie niesamowite wyzwanie. Nic to. Ważne, że rusza przetarg na obsługę owego systemu o wartości kilkuset milionów, ale to osobny temat.

Kolejny ważny szczegół; z systemu e-zwolnień nie będą musiały korzystać firmy zatrudniające do 5 pracowników. A to przecież one tworzą ponad 90 proc. miejsc pracy w Polsce. Wniosek – w pierwszym roku działania systemu nie spodziewajmy się przełomu. Z czasem na pewno obejmie on wszystkich płatników, ale do tego daleka droga.

W praktyce nadal będą masowo wystawiane e-zwolnienia na jakieś pospolite dolegliwości i na krótkie okresy niezdolności. Lekarz wystawiający zwolnienie nie będzie sprawdzał czy pacjent dobrze symulował dolegliwości, bo ma zbyt wiele papierów do wypełnienia. A jak „zrobić” katar, podrażnione gardło i niewysoką gorączkę, wiedzą już uczniowie podstawówek. Jednym słowem – nie przeceniajmy wagi tej zmiany.

Oszczędności do 212 mln zł

Czy rzeczywiście obieg elektroniczny ograniczy skalę nieprawidłowości i pracownicy nagle przestaną symulować? Na pewno nie. Zapewnienia Ministerstwa, że oszczędności dzięki e-zwolnieniom sięgną 212 milionów złotych rocznie są dla mnie mało wiarygodne.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA