ARiMR miejscem niebezpiecznym dla petentów i pracowników?

Pobił, czy został pobity? Akta beneficjentów były bez zabezpieczenia, czy też nie były? Czy policja nie powinna zainteresować się pobiciem urzędnika w miejscu pracy, jeśli już nie pobiciem petenta?
REKLAMA


Puls HR Puls HR

ARiMR miejscem niebezpiecznym dla petentów i pracowników?

PODZIEL SIĘ


Autor: farmer.pl

www.farmer.pl

11 lut 2015 17:42


- Wszedłem do biura kierownika i naczelnika oddziału ARiMR w Bolesławcu – opowiada Marcin Bustowski. – Na biurku leżały teczki beneficjentów, pokój – do którego wejście jest zabezpieczane elektronicznie - był pusty. Zwróciłem uwagę pracownikom ARiMR, że biuro kierownika jest otwarte, a dokumentację może wynieść każdy. Zadzwoniłem do oddziału ARiMR do Biura Kontroli Wewnętrznej, albowiem jest to naruszenie ustawy o ochronie danych osobowych. Po około 10 minutach zjawił się kierownik wraz z naczelnikiem i w sposób ironiczny, naśmiewając się, twierdzili, że to nieprawda, że pokój został niezabezpieczony.

O powyższej sprawie poinformowałem policję na telefon alarmowy. Napisałem opisujące sytuację  pismo, które złożyłem, i opuściłem biuro. Zorientowawszy się, że dokument nie został podpisany z imienia i nazwiska, powróciłem do biura powiatowego wraz ze spotkanym po drodze Jakubem Mayem, aby podpisać dokument. W kancelarii podpisałem pismo, podczas gdy obecny był inny interesant, i kiedy chciałem uzyskać informację od sekretarki, zostałem w sposób bezczelny wyproszony z kancelarii biura na korytarz. Powiedziałem, że nie jest to prywatny folwark pana kierownika i siedziba PSL, a jest to instytucja rządowa i że złożę zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez kierownika, na co padło stwierdzenie "wypie.... stąd". Opuszczając ARiMR zostałem w drzwiach zawołany przez kierownika biura - że ma mi coś do powiedzenia. Odwróciłem się – kierownik podchodząc uderzył mnie w twarz. Świadkiem tego zdarzenia był stojący w przedsionku Jakub May. Została wezwana Policja przeze mnie oraz kierownika, który twierdził, że go odepchnąłem.

Następnie Bustowski udał się do lekarza, który potwierdził stłuczenie lewej części twarzy.

Zapytaliśmy o ocenę sytuacji ARiMR. Ta nic nie wie o pobiciu, ba! nawet o jakiejś szarpaninie, nie dopatrzyła się też błędów w zabezpieczeniu dokumentów. Odpowiedź jest lakoniczna, zdecydowana – choć nie zawiera żadnego uzasadnienia prezentowanego stanowiska:

„Uprzejmie  informujemy, że Kierownik Biura Powiatowego ARiMR w Bolesławcu p. Mariusz Mikołajczyk zaprzecza, że uderzył p. Marcina Bustowskiego, podczas jego wizyty w tej placówce 30 stycznia 2015 r. Nieprawdą jest również, że "akta" pozostały bez zabezpieczenia.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.