Pisarz to taka sama marka jak coca-cola. Jeśli chce zarabiać, musi stać się marketingowcem

Może z książką jest jak z oprogramowaniem? Nie wystarczy tylko ją napisać. Trzeba wypromować, sprzedać, zdobyć rzeszę czytelników i dopiero wtedy zarobić miliony?
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Pisarz to taka sama marka jak coca-cola. Jeśli chce zarabiać, musi stać się marketingowcem

PODZIEL SIĘ


Autor: Joanna Rubin

18 kwi 2014 6:21


Wyrazem niezadowolenia z marnych pensji autorów książek podzieliła się ostatnio Kaja Malanowska, finalistka Nagrody Literackiej. Na swoim profilu napisała: "6800 zł za 16 miesięcy ciężkiej pracy. Mam ochotę strzelić sobie w łeb". Za co zresztą nieźle się jej oberwało. Nawet od środowiska pisarskiego.

Krzysztof Varga tłumaczył jej na forum, że Joyce i jego „Ulisses" mieli podobne problemy, tylko że Irlandczyk więcej czasu poświęcił na jego napisanie, bo siedem lat. Agnieszka Lingas-Łoniewska, autorka m.in. książek „Brudny świat" czy „Przebudzenie" potwierdza, że rynek wydawniczy to wciąż ciężki kawałek chleba, ale dla niej pisanie to pasja.

- Rzetelna praca i wierni czytelnicy przyczynili się do tego, że w tej chwili mogę poświęcić się pisaniu w stu procentach - mówi Lignas-Łoniewska.

Zaczynała w 2009 r. Związała się z małym wydawnictwem z Gdyni. Powoli zaczęła zdobywać czytelników.

- Nie pracuję zawodowo. Utrzymuję się z pisania. Podpisałam duży kontrakt z wydawnictwem Novae Res, który opiewa na publikację trzech książek rocznie - opowiada. - Prawda jest jednak taka, że aby utrzymać się na tym niezwykle trudnym rynku, należy być aktywnym pisarsko i marketingowo - dodaje.

Daniel Wilczek, który ma za sobą publikacje książek m.in. „Armia cesarza" i „Finansowy geniusz" uważa, że książka to produkt jak każdy inny. Musi być reklamowana i sprzedawana, powinna mieć system dystrybucji. Aby stała się bestsellerem, ktoś musi na niej zarobić i niekoniecznie będzie to pisarz. Jeśli autor pragnie tylko pisać, to warto, aby znalazł sobie partnera, który wykona za niego biznesową część. Tak jak to zrobiła J. K. Rowling czy Steve Berry.

Co robią ludzie sukcesu?

J. K. Rowling już dawno nie jest pisarką. To firma, w której każdego dnia w stałym kontakcie z kontrahentami pozostaje wielu specjalistów. Negocjują umowy, budują relację, pozyskują następnych klientów i sprzedają licencje na wykorzystywanie wszystkiego, co dotyczy Harrego Pottera.

Nie jest prawdą, że J. K. Rowling zarobiła pieniądze na książce o czarodzieju. Prowizja od sprzedaży poszczególnych egzemplarzy przerodziła się w fortunę, gdy zainwestowała w menedżerów, agentów, którzy zaczęli czarodziejami handlować na światowym poziomie. Ona sama jest po prostu wizytówką przedsiębiorstwa, udziela wywiadów, spotyka się z czytelnikami i pisze następne powieści.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

2 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

Kaśka 2014-04-18 16:27:14

To jest temat na osobny artykuł. Niedofinansowanie bibliotek to odwieczny problem i jak widać w naszym kraju nikt sobie nie potrafi z tym poradzić.

Jolka 2014-04-18 09:34:55

Pani Agnieszko, gratuluję sukcesów, choć nigdy o Pani nie słyszałam, ale czy zdaje Pani sobie sprawę, że w Polsce ukazuje się TRZYDZIEŚCI TYSIĘCY tytułów rocznie i gdyby każda biblioteka miała kupić po jednym egzemplarzu, choćby połowę tej produkcji, to wkrótce miałyby zbiory liczone w setkach tysięcy egzemplarzy? Skąd na to pieniądze, gdzie miejsce do magazynowania? To jednak marzenie oderwane od rzeczywistości...

REKLAMA