Wyrok ws. zabójstwa pracownic ośrodka pomocy społecznej - 20 października

• Do 20 października odroczył w czwartek (6 października) Sąd Apelacyjny w Łodzi ogłoszenie wyroku w sprawie zabójstwa pracownic Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Makowie k. Skierniewic.
• W pierwszej instancji 64-letni Lech G. został skazany na karę dożywotniego więzienia za oblanie benzyną i podpalenie kobiet.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Wyrok ws. zabójstwa pracownic ośrodka pomocy społecznej - 20 października

PODZIEL SIĘ


Autor: PAP/JS

6 paź 2016 16:49


Apelację od wyroku, który zapadł w lutym br., wniósł obrońca oskarżonego. Jak tłumaczył mec. Piotr Kona, Lech G. nie powinien być tak surowo karany, ponieważ w momencie przestępstwa nie był w pełni poczytalny. Z powodu braku bezpośrednich świadków zbrodni, domaga się także zmiany podstawy skazania oskarżonego z "zamiaru pozbawienia życia" na "ewentualny zamiar".

"Nie można postawić stuprocentowego znaku pewności, że jego celem było oblanie i podpalenie. Nie ma na to dowodów" - argumentował w czwartek w sądzie obrońca oskarżonego.

Zdaniem prokuratury i oskarżycieli posiłkowych wyrok sądu pierwszej instancji powinien zostać podtrzymany.

"Nie jest do końca tak, że nie mamy żadnych dowodów, które mogłyby pomóc sądowi dookreślić, jak przebiegało to tragiczne i dramatyczne zdarzenie. Właśnie mamy i ten okrzyk (ofiary - przyp. PAP), po którym nastąpiły wybuchy wskazuje jasno na jego bezpośredni zamiar dokonania krzywdy tym dwóm kobietom" - tłumaczył pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych adwokat Maciej Węgierski.

W lutym br. Sąd Okręgowy w Łodzi za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem skazał Lecha G. na karę dożywotniego więzienia oraz 10 lat pozbawienia praw publicznych. Zarządził też od niego w sumie 500 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz rodzin ofiar.

Do tragedii doszło w grudniu 2014 r. Według prokuratury mężczyzna wtargnął na teren Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Makowie, przynosząc ze sobą co najmniej trzy plastikowe pojemniki z benzyną. Zdaniem śledczych Lech G. rozlał benzynę na urzędniczki pracujące w jednym z pokoi i podpalił je. Dodatkowo zamknął drzwi i przytrzymywał je, żeby kobiety nie mogły uciec z pokoju.

Jedna z kobiet w wyniku rozległych obrażeń zginęła na miejscu, druga zmarła po trzech dniach w szpitalu. Wkrótce po zdarzeniu napastnik został zatrzymany i aresztowany.

Jak ustalono, Lech G. doraźnie korzystał z pomocy makowskiego ośrodka, wnioskował też o umieszczenie go w domu pomocy społecznej. GOPS jednak wydał decyzję odmowną, którą utrzymał w mocy sąd administracyjny.

Po zatrzymaniu Lech G. mówił, że nie pamięta zdarzenia; twierdził, iż nie pamięta nawet, czy był wtedy w Makowie, a przypomina sobie jedynie, że został przywieziony na przesłuchanie. Szczegółowo natomiast opisał swoje starania o umieszczenie go w domu pomocy społecznej. Także podczas kolejnych przesłuchań mówił, że nie pamięta, co robił w dniu tragedii; stwierdził jedynie, że skoro stawiane są mu zarzuty, to musiało być tak, jak wynika z ich treści.

Mężczyzna trafił na obserwację sądowo-psychiatryczną. Po jej zakończeniu biegli uznali, że w chwili zbrodni miał on tylko nieznacznie ograniczoną poczytalność. Oznaczało to, że za swoje czyny może odpowiadać przed sądem.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA