Ten muzyk odkrył sposób na viral, nawet biznes się przyłączył

Czy istnieje przepis na viral? Brzmi jak oksymoron, bo przecież materiały, które same z siebie podbijają internautów rządzą się własnymi prawami. Muzyk Pharell Williams odkrył jednak pewną prawidłowość.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Ten muzyk odkrył sposób na viral, nawet biznes się przyłączył

PODZIEL SIĘ


Autor: Rafał Tomański

4 mar 2014 8:52


Pharell Williams jest muzykiem i producentem. Nagrywa nie tylko sam, ale także współpracuje z wieloma znanymi muzykami. Wielu z nich zyskuje popularność właśnie dzięki pomocy Pharella. W wolnych chwilach muzyk zajmuje się także modą i projektuje buty. Ma także słabość do kapeluszy. Przed wszystkim jednak wie, jak skutecznie robić pieniądze. W obecnych czasach w branży muzycznej jest to szczególnie trudne, ponieważ muzyka nie liczy się tak bardzo, jak mogłoby to się nam wydawać.

Jak podbić rynek?

Wygrywa ten, kto przyciągnie więcej osób z rozmaitych grup. Obojętnie jakich - chodzi o jak największy przekrój wiekowy, społeczny, kulturowy. Traci na znaczeniu odwieczne pytanie padające podczas burz mózgów w działach marketingu „Do kogo to ma być?", odzwierciedlające sposób myślenia specjalistów od wdrażania produktów na rynek.

W czasach mediów społecznościowych liczy się wirusowy potencjał danego materiału i to, by dać odbiorcom zarówno rybę - czyli udany produkt - oraz wędkę, sposób na pobawienie się wraz z muzykiem. To właśnie stworzono w sposób niemalże doskonały podczas produkcji najnowszego przeboju Pharella, utworu „Happy".

Dlaczego „Happy"?

„Happy" to przyjemna, nieinwazyjna kompozycja. Szybko wpada w ucho, zaczynamy ją po chwili nucić, gdy słyszymy w radiu. Ale to nie tylko muzyka, „Happy" towarzyszy specjalna strona internetowa, kampania promocyjna i przede wszystkim teledysk. A nawet dwa. Pierwszy, oficjalny, trwa 4 minuty. Drugi - całą dobę.

Zespół producencki „i am OTHER" nakręcił do niego 24 godziny materiału, na którym widzimy 360 różnych, czterominutowych sekwencji, na których zwykli ludzie idą po ulicy i śpiewają „Happy". Większość z nich to amatorzy, ruszają się do rytmu tak, jak potrafią, klaszczą i podskakują, ale przede wszystkim pokazują, że są szczęśliwi. Na stronie 24hoursofhappy.com możemy płynnie przechodzić między każdą z 24 godzin z tego ogromnego teledysko-filmu, stosownie do zegara zmieniają się pory dnia. Chodziło o pokazanie, że być „Happy" można być cały czas.

Statystyki

Od premiery teledysku (21 listopada 2013 roku) do końca lutego oficjalny klip na YouTubie obejrzano 72 mln razy. To wynik imponujący, ale szybko okazało się, że internauci chcą robić własne nagrania w stylu „Happy". Mieszkańcy Paryża, Londynu, Barcelony, Hong Kongu, a nawet Krakowa pokazywali, jak bardzo są „Happy" do muzyki Pharella. Mateusz Ryman z serwisu jazzsoul.pl mówi, że to właśnie Kraków był jednym z pierwszych miast, które zrobiło własną wersję „Happy".

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.